Ultra dla biegaczy to najczęściej dystans powyżej maratonu. Ultra to też wysiłek przekraczający typowe granice. Te dwie definicje spotkają się w niedzielę. Lubelski biegacz Jarosław Dymek – znany z nietypowych wyzwań – postanowił obiec Lublin. Dystans ponad 80 kilometrów pokona po to, żeby pomóc rodzicom 2-letniego Frania, którzy też mierzą się z ultra wyzwaniem – zebraniem 16 milionów złotych na leczenie syna. O przygotowaniach do biegu i niedzielnym starem z Jarosławem Dymkiem rozmawiała Magdalena Kowalska:
W najbliższą niedzielę planujesz przebiec dookoła Lublina. Skąd ten pomysł?
– Tak szczerze mówiąc nie pamiętam, zastanawiałem się nad tym skąd mi się to wzięło. To chyba tak po prostu wszystko było. A że jestem człowiek challenge to postanowiłem wokół Lublina.
Wszystko było, bo to ty przebiegłeś trasami linii komunikacji miejskiej, przebiegłeś też wszystkie ulice w Lublinie, więc takie lubelskie wyzwania to twoja historia. Od pewnego czasu przygotowujesz się do tego przebiegnięcia wokół Lublina. Sprawdzałeś jak ta trasa przebiega, powiedz o swoich założeniach. Jak wyznaczyłeś tą trasę dookoła Lublina?
– Trasa się wzięła z Google. Wpisałem Lublin i pojawiła się mapka. Później sprawdziłem ile to mniej więcej kilometrów jest. A później zrobiłem te cztery rekonesansy. Miały być to połóweczki, czyli po 21 kilometrów, ale wyszło troszeczkę inaczej. Ostatnia, czwarta część już miała 33 kilometry.
A dookoła Lublina ile jest kilometrów?
– Trudno powiedzieć, wydaje mi się, że 84. Przynajmniej tak liczyłem z Google i te odcinki po polach musiałem jakoś sobie tam linijką domierzyć, że tak powiem, więc według mnie jest 84, z tym, że ja nie będę biegł dokładnie po tej trasie, dlatego, że tam niektóre momenty są niedostępne, choćby jakieś cieki wodne albo nawet ogrodzenia np. w okolicach Nałęczowskiej, więc będę gdzieś obok biegł.
Obok, ale po zewnętrznej czy po wewnętrznej?
– Oczywiście po zewnętrznej. Może gdzieś tam odcineczek trafi się po wewnętrznej, tak dokładnie nie sprawdzałem, w każdym razie ogólnie to będzie obiegnięcie Lublina.
Robiłeś różne treningi, robiłeś też fragmenty tej trasy, ale mówisz, że najdłuższy bieg w ramach tych przygotowań to było 30 kilometrów, a na 30 kilometrów na pewno trzeba zabrać co innego niż na ponad 80. Jak planujesz się na tej trasie żywić? Czy będziesz korzystał ze sklepów? Czy wszystko będziesz miał ze sobą? Czy będziesz miał jakiś support?
– Troszeczkę podpytałem znajomych biegaczy. Troszeczkę ChatGPT mi podpowiedział i jakoś to zebrałem do kupy. Po sklepach może nie będę się żywić, bo tak wokół to będzie trudno. Będę miał support samochodowy i też planuje kilka osób ze mną pobiec. Może nie całą trasę, ale tu w różnych momentach będą dołączać, więc myślę, że może i oni też pomogą, ale ogólnie będzie support samochodowy, który będzie miał wszystkie rzeczy do jedzenia i do picia, bo oprócz żelków chyba coś trzeba będzie innego jeszcze zabrać.
To będzie najdłuższy bieg w twoim życiu?
– Tak, zdecydowanie najdłuższy. Do tej pory pokonałem dystans 52 kilometrów biegu górskiego.
Wyzwanie sportowe to jedno, ale ten bieg dookoła Lublina to też wsparcie małego Frania.
– Głównie o to chodzi, najważniejszy jest tutaj Franio. To jest 2-letni chłopczyk, czyli chłopczyk w wieku mojego syna. Choruje na dystrofię mięśniową i jego rodzice zbierają około 13 milionów na leczenie właśnie tej choroby. A dlaczego akurat on? Dlatego, że jego ojciec jest właśnie ultramaratończykiem. Tylko niestety, jak to powiedział, teraz musi biegać, ale z puszką.
Biegacz wystartuje z Felina z okolic pętli Felin Kalinówka w niedzielny poranek. Natomiast Frania można wspomóc już teraz – wpłacając pieniądze na portalu siepomaga.pl
MaK / opr. AKos
Fot. Jarosław Dymek
