Niespokojna noc i poranek. Mieszkańcy regionu otrzymali dwa alerty RCB

EAttachments9736222d39c683880daa8a0d4d2ca65e0b6c053 xl

Niespokojna noc i poranek dla Lubelszczyzny i Podkarpacia. Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało dwa alerty w związku z rosyjskimi atakami na Ukrainę.

4.30 nad ranem, a potem powtórka po 6.00. Na telefony mieszkańców Lubelszczyzny i Podkarpacia wysłano dziś alerty RCB. Ostrzeżenia informowały o rosyjskim ataku na Ukrainę oraz o poderwaniu polskich i sojuszniczych myśliwców. Do mieszkańców apelowano o śledzenie kolejnych komunikatów.

A jak to wyglądało w praktyce? O tym mieszkańcy Lublina. – Dostałem dwa razy alerty, dwa razy odwoływane i uważam, że jak wysyłają, to na pewno nic nie przeszkadza, więc zawsze na plus. A nie wiem, teraz przeczytałem, ale to nic ważnego. A nie obudziły te alerty dziś? – Pewnie, że nie. Tak, cztery były, może trochę za dużo. Uważam, że te alerty są przydatne, bo informują jednak ludzi o tym, co może się stać i żeby przygotować się na wszystko – mówią Lublinianie.

Poranne wydarzenia i przebieg akcji podsumowuje rzecznik Rządowego Centrum Bezpieczeństwa, Piotr Błaszczyk. – W godzinach nocnych uruchomiliśmy pierwszą kampanię wysyłkową. Ona zakończyła się po kilku minutach. Około dwie godziny później ponownie otrzymaliśmy informację z Centrum Operacji Powietrznych w związku z potencjalnym zagrożeniem. Uruchomiliśmy kampanię wysyłkową dotyczącą zagrożenia na terytorium Ukrainy. Jednak to zagrożenie zostało już odwołane i SMS-y odwoławcze zostały wysłane do odbiorców na terenie województwa lubelskiego i podkarpackiego.

CZYTAJ: Alerty RCB po rosyjskim ataku. Jak mieszkańcy Lublina reagowali na SMS-y?

Gdy na niebie operowały wojskowe myśliwce, polska przestrzeń powietrzna w rejonie zagrożenia była pod szczególnym nadzorem.

– Mimo wszystko takie obostrzenia nie oznaczają od razu paraliżu naszego lotniska – mówi prezes Portu Lotniczego Lublin, Dariusz Krzowski. – Całe szczęście te ostrzeżenia i ograniczenia zbytnio nam nie przeszkadzają w prowadzeniu działalności operacyjnej, ponieważ to jest związane z nalotami rosyjskimi i bombardowaniem Ukrainy. To się odbywa głównie w nocy, a u nas ten ruch w nocy jest niewielki, więc to nie ma wielkiego wpływu. W najgorszym przypadku jest tak, że jeżeli przestrzeń jest zamknięta, a samolot jest na ziemi, to opóźniony jest wylot. Jeżeli leci do nas jakiś samolot, a przestrzeń jest zamykana, to ten samolot jest przekierowywany na lotnisko zapasowe i to jest pewna niedogodność, natomiast póki co, nie stanowi to dużego problemu. Ten ruch odbywa się w Lublinie praktycznie w sposób niezakłócony.

Celem rosyjskich ataków dziś w nocy po raz kolejny stał się Kijów. Wśród rakiet, których użyli Rosjanie, były trudne do strącenia pociski balistyczne. Część dronów były to szybkie drony odrzutowe.

CZYTAJ: Rosja zaatakowała Kijów pociskami balistycznymi. Alert RCB dla Lubelszczyzny odwołany [AKTUALIZACJA]

– W takich przypadkach współpraca z wojskiem jest kluczowa – zaznacza rzecznik prasowy Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej Marcin Hadaj. – Ta współpraca jest bardzo intensywna, ale ona jest operacyjna i strategiczna z punktu widzenia interesów państwa polskiego, więc o szczegółach na pewno nie będziemy mogli mówić. Natomiast to, co chcę powiedzieć i co jest bardzo istotne z punktu widzenia obywateli naszego kraju, to, że jesteśmy w stałym kontakcie w zakresie zarządzania ruchem cywilnym i ruchem wojskowym wtedy, kiedy taka niezbędna współpraca jest konieczna. To wszystko jest bardzo, bardzo efektywne. Niestety, biorąc pod uwagę to, co dzieje się za naszą wschodnią granicą, mamy już w tym zakresie bardzo istotne doświadczenia. Oby jak najszybciej nie musiały być one realizowane na co dzień.

Atak za wschodnią granicą po raz kolejny zepchnął spokój mieszkańców na drugi plan i choć alarmy w końcu odwołano, lekcja z tej nocy jest jedna – dopóki na Ukrainę spadają rakiety, wschodnia flanka NATO nie ma prawa nawet na chwilę zamknąć oczu. 

Według najnowszych informacji na skutek rosyjskiego ataku w Kijowie zginęły 3 osoby, a 7 zostało rannych. 

MaTo / opr. WM

Fot. pixabay.com

Exit mobile version