Broniący tytułu polscy siatkarze w półfinale mistrzostw Europy zagrają ze Słoweńcami. To czwarty z rzędu półfinał tej imprezy, w którym zmierzą się te drużyny i drugi w tym roku w turnieju międzynarodowym. – Znamy się jak łyse konie – przyznał polski rozgrywający Marcin Komenda (siatkarz Bogdanki LUK Lublin).
CZYTAJ: Lotto AZS UMCS Lublin z Superpucharem. „To dopiero początek naszej drogi” [WIDEO]
Słoweńcy, podobnie jak Polacy, przeszli do tej pory przez fazę pucharową jak burza. W pierwszej rundzie pokonali Serbów 3:0, a w ćwierćfinale Belgów 3:1. – Słowenia to trudny przeciwnik, z którym spotykamy się w ważnych fazach turnieju. Dołączył do nich teraz jeszcze Klemen Cebulj, który jest bardzo ofensywnym zawodnikiem, wyższym niż kontuzjowany Tine Urnaut, co otwiera przed nimi więcej możliwości. Potrafią być niebezpieczni przy dobrym przyjęciu, więc musimy zrobić wszystko, by odrzucić ich od siatki dzięki swojej zagrywce – analizował Komenda.
– Słoweńcy są bardzo ofensywni i dobrze blokują, więc trzeba się natrudzić, żeby ten ich blok oszukać. Mają świetnych środkowych i bardzo dobrych skrzydłowych. Na pewno z ich strony pojawi się ryzyko w zagrywce, więc my musimy zachować cierpliwość – dodał.
To czwarty półfinał europejskiego czempionatu z udziałem tych dwóch drużyn. Tylko w tym sezonie spotkali się już też trzykrotnie, dwa razy w Lidze Narodów, a później w Memoriale Huberta Jerzego Wagnera. – Bardzo często gramy ze Słowenią, znamy się jak łyse konie, więc ciężko ich będzie oszukać – przyznał rozgrywający.
Biało-czerwoni, liderzy światowego rankingu, w 1/8 finału zwyciężyli Łotwę 3:0, a w ćwierćfinale w takim samym stosunku setów wygrali z Niemcami. – Wytrzymaliśmy ćwierćfinał, gdzie Niemcy nie mieli nic do stracenia po wyeliminowaniu Bułgarii. Zaprezentowaliśmy się bardzo dobrze. Trzeba się po prostu skupić na swojej robocie, bo to jest nasza ogromna siła, że potrafimy robić swoje w kluczowych momentach – podkreślił siatkarz Bogdanki LUK Lublin.
– Na pewno jesteśmy faworytem, mamy doświadczenie, za każdym razem zdobywamy medal. Inne zespoły nas cenią i szanują. Ale jeśli ktoś dostał się do czwórki mistrzostw Europy, to znaczy, że wykonał świetną robotę w tym turnieju. Francuzi, poza porażką z Rumunią na koniec fazy grupowej, która to nic nie znaczyła, grają świetnie. Finowie zrobili coś wspaniałego, śledziłem ich mecz z Włochami i jestem pod dużym wrażeniem tej drużyny. Każdy zasłużył na to, by się tu znaleźć. Wygraliśmy Ligę Narodów w tym roku i to przemawia na naszą korzyść – zauważył rozgrywający.
Polscy siatkarze na mecze w strefie medalowej przenieśli się do Mediolanu, co powitali z uśmiechem. Wcześniej fazę grupową i dwa pierwsze spotkania pucharowej rozgrywali w Sofii. – Długo byliśmy w Bułgarii i potrzebna była ta zmiana. Choć mieliśmy szczęście, że nie musieliśmy podróżować, jak Francuzi, którzy fazę grupową rozgrywali w Rumunii, na dwa mecze fazy pucharowej przenieśli się do Bułgarii, a teraz w trzecim miejscu, czyli we Włoszech, zagrają o medale. Mieliśmy jednak atrakcje drużynowe, które sprawiały, że czas nam leciał szybciej – przyznał Komenda.
Półfinałowe starcie Polski ze Słowenią zostanie rozegrane w piątek o godzinie 17.00. Cztery godziny później na boisko wyjdą reprezentacje Francji i Finlandii. Mecz o brązowy medal i finał zaplanowano na sobotę (26.09).
Polska Agencja Prasowa / opr. PaW
Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum RL
