Villagers of Ioannina City, jak sama nazwa wskazuje, pochodzą z malowniczej Joanniny, małego miasteczka w greckim Epirze. Świat usłyszał o nich kiedy podpisali kontrakt z Napalm Records i wydali pod ich skrzydłami swoją drugą płytę długogrającą, „Age of Aquarius”. Grupa szybko zyskała rozgłos i zaczęła regularnie gościć w składzie najlepszych i prestiżowych europejskich festiwali. Trudno się dziwić: ich muzyka to wspaniała mieszanka post-rocka, folku i stonera. Villagersi w Polsce bywali już kilkukrotnie, a w 2023 w ramach swojej trasy koncertowej zagrali także koncert w Radiu Lublin.
To już moje trzecie spotkanie twarzą w twarz z liderem Villagers of Ioanina City, Alexem Karametisem. Pierwsze w historii online, bo dotychczas rozmawialiśmy zwykle przy okazji wspomnianych koncertów w Polsce. Tym razem jednak okazja była niezwykle ważna: 18 września na półki sklepowe trafił trzeci album zespołu, zatytułowany „Venceremos”.
Radio Lublin: Alex, zacznijmy może od “Ghosts In The Sky”, czyli pierwszego singla który zdecydowaliście się pokazać światu jeśli chodzi o album “Venceremos”. Dlaczego Wasz wybór padł akurat na ten kawałek?
Alex Karametis: Nie wiem dlaczego wybraliśmy w końcu “Ghosts…” . To było coś jakby ta piosenka krzyczała ‘wybierzcie mnie, wybierzcie mnie!’ spośród wszystkich tych piosenek. Ale żarty na bok, bo to kawałek który po prostu podnosi na duchu. To powstańczy numer. I myślę, że naprawdę dobrze reprezentuje ogólny vibe i bezpośredniość nowego albumu. Numer opowiada historię grupy wygnańców – kosmicznych piratów. Nazywani są Duchami z Przestworzy i właśnie powracają na ziemię, po tym jak przez długi, długi czas byli bardzo daleko stąd. To trochę jak my, też wracam po długim czasie z tym albumem. Tak więc wydaje mi się że ten utwór ma dokładnie takie emocje i energię. Tak aby być pierwszym, który ludzie usłyszą po tych wszystkich latach. To mocna rzecz. Nie wiem, coś podpowiadało, że to będzie dobry ruch żeby ten numer ujrzał światło dzienne jako pierwszy. Coś wołało, coś wołało.
Radio Lublin: Był to świetny wybór! Słuchaj, “Venceremos” to trzeci album w Waszej dyskografii. Kiedy pierwszy raz go słuchałem, miałem nieodparte wrażenie, że wyrobiliście już coś w rodzaju ‘własnego brzmienia’. Wiesz, mam na myśli to, że Wasza muzyka brzmi na tyle charakterystycznie, że w nocy o północy można rozpoznać że to Villagers of Ioannina City. Co Ty na to?
Alex Karametis: Wydaje mi się że każdy go posiada. Jest jakaś specyficzna chemia między ludźmi która jest czymś unikatowym. Każdy zespół tak ma, zwłaszcza jeśli jest prawdziwy i gra to co czuje i, cóż, wydaje mi się że my właśnie tak robimy. Wiesz, wydaje mi się że z perspektywy, jeśli sprawdzisz nasz pierwszy album i porównasz go do drugiego a potem ten drugi do “Venceremos”, to stwierdzisz że są kompletnie inne, ale powiem Ci, że ja ich tak nie odbieram. A to dlatego, że my, po tych wszystkich latach, wciąż jesteśmy tymi samymi ludźmi. Gramy razem muzykę, piszemy, komponujemy kawałki wspólnie. Więc dla nas nie zmienia się zbyt wiele, a na pewno nie tak drastycznie. I myślę, że jeśli posłuchasz tych płyt po, dajmy na to dziesięciu czy dwudziestu latach, z perspektywy, z dala od chwili obecnej, to usłyszysz ten sam zespół. Ale jasne, każda z płyt opowiada inną historię, zabiera Cię w inną podróż a my po prostu podążamy drogą, w którą nasze piosenki chcą nas zabrać. I historie. Ten album, jak już zapewne wiesz, to dość niefortunna, dystopijna przyszłość, opowieść o oporze, wygnaniu, przebudzeniu i drodze ku wolności. Więc z założenia historia ta woła o mocniejszą i bardziej bezpośrednią muzykę i brzmienie. Ale wszystkie nasze płyty wyrastają z tego samego rdzenia, choć ich tematyka wymaga osobnego języka. To tak jak z malowaniem obrazów. Malujesz nocne niebo i księżyc a potem słońce i morze – wiadomo, że użyjesz innych kolorów. Musisz być inny, nie możesz namalować dwóch takich samych obrazów. I tak samo nie możesz zrobić identycznych piosenek, bo te opowiadają inne historie. Ale na końcu, używasz tego samego sprzętu, narzędzi, tego samego papieru i zapewne tego samego umysłu. Więc tak naprawdę nie wiem czy mamy jakieś własne, charakterystyczne brzmienie, bo nie jesteśmy w stanie tego usłyszeć. Ale myślę że ci, co słuchają naszej muzyki, mogą coś takiego czuć. Wiesz, zaczną słuchać nowej płyty i stwierdzą: tak, to Villagersi. Może Ty mi to powiesz?
Radio Lublin: No cóż, bez wątpienia tak jest. Tak jak mówiłem: od razu słychać, że to Wy. Alex, nawet jeśli macie swój własny sound, to mam wrażenie że “Venceremos” jest jednak albumem jedynym w swoim rodzaju, a już na pewno takim, który penetruje obszary na które się dotąd nie zapuszczaliście. Jest bardziej gniewny, cięższy, mocniejszy. Wydaje mi się że to też z uwagi na teksty i koncept: mamy walkę, powstania, sztandary i raczej rebeliancką postawę. Powiesz mi coś więcej o czym jest ta opowieść?
Alex Karametis: Historia rozgrywa się w dystopijnych czasach. Ziemia jest zanieczyszczona, zindustrializowana planeta jest rządzona przez reżim ekstremalnych teokratów. Wszystkie prawa obywatelskie są zawieszone. Ale jest pewna grupa, mówiłem Ci o nich wcześniej, Duchy z Przestworzy. Oni uciekli z ziemi lata temu i rozpoczęli żywot kosmicznych piratów – taki jest główny rys koncepcyjny tego albumu. Owi Piraci przemierzali kosmos i gwiazdy, ale w pewnym momencie wracają na ziemię by ponownie połączyć się ze starymi kompanami i przyjaciółmi i rozpalić wielkie powstanie. Chcą powstać bo nie ma innego wyjścia. Nie ma jutra i nie ma wczoraj, jest teraz i to jest ten moment. Więc, w naturalny sposób, ten album nawiązuje do wolności, oporu czy niesprawiedliwości, mówi o staniu na ziemi a w pewnym momencie dotyka także nieco głębszych tematów, bardziej personalnych, ezoterycznych, jak życie, śmierć, czas i wszystkiego o co zwykle ja czy Ty pytamy. Wiesz, ja zawsze staram się znaleźć odpowiedź na pytanie czym jest to czy tamto, co stoi za tym i tak dalej i wydaje mi się że właśnie dlatego ten album jest bardziej wprost i bardziej heavy. “Venceremos” znaczy “Zwyciężymy”. Ale “Venceremos” dla mnie nie jest tylko o zwyciężaniu, bardziej o odrzucaniu, przełamywaniu, wybieraniu aby stąpać twardo po ziemi i przezwyciężyć strach. Wiesz, to nie jest tak że wierzę w to że uda mi się stoczyć bitwę w której coś wygram, nie tak działa życie. Ale wierzę, że na końcu będziemy czuć się zwycięzcami, tak jak to napisałem w tekstach i na albumie. Uważam, że wszystko jest istotne na końcu. Chodzi mi o to, choć to jest tylko mój punkt widzenia, moja filozofia, ale wszystkie te rzeczy z którymi się zmagam, mają znaczenie i kiedy na końcu spojrzymy wstecz i zobaczymy wszystko to co zrobiliśmy z czasem który był nam dany, zobaczymy czy zrobiliśmy wszystko tak, aby cieszyć się życiem czy przehulaliśmy życie z koleżkami, kochankami i tak dalej. Czy jednak żyliśmy w zgodzie z naturą? Ze zwierzętami? Uważam że możemy żyć w zgodzie i zwycięsko. Ok, wiesz, żyłem dobrze, żyłem swoim życiem i spożytkowałem swój czas najlepiej jak mogłem. Tak, wiem, niektórzy ludzie zapewne nie czują że marnują swoje życie robiąc te wszystkie złe rzeczy, skupiając się na tym żeby zarobić jak najwięcej, nagromadzić dużo energii, mieć pieniądze z wyzyskiwania ludzi… Ale myślę że ci ludzie i tak będą tego żałować kiedy ich życie będzie zbliżać się ku końcowi. Takie właśnie znaczenie wyłania się spośród tych wszystkich pytań. I właśnie to dla mnie znaczy “Venceremos”. Poprzedni album opowiadał w wielu przypadkach o czasie i o tym, czym jest życie z mojej perspektywy. A teraz mówię: nie ma jutra i nie ma wczoraj, jest tylko dziś. I od tego teraz, dziś, zależy jakie będzie jutro. Czy będziesz zwycięski? Czy jednak na końcu okaże się że jesteś przegranym? To jest właśnie to jak to czuję: wybierając życie dobre i honorowe, pod jego koniec będziesz czuł się zwycięzcą.
Radio Lublin: To co rzuciło mi się w uszy podczas słuchania “Venceremos” to syntezatory, które raczej nie były dotychczas Waszym znakiem rozpoznawczym. To skłoniło Was do użycia takiego instrumentarium? To było zamierzone czy wyszło raczej przypadkowo?
Alex Karametis: Nie, oczywiście to nie był przypadek, to było wręcz oczywiste że ten czy tamten fragment potrzebuje tej specyficznej melodii. Tak samo oczywiste było dla nas, że to musi być syntezator. Graliśmy kawałek. I w zasadzie od pierwszej chwili, słyszałem to. Więc po prostu to zrobiliśmy. To jest właśnie styl w jakim podchodzimy do muzyki. Instrumentacja i komponowanie polega w zasadzie na słyszeniu pewnych rzeczy i mamy to szczęście, zwłaszcza teraz, że posiadamy niezbędny sprzęt jak syntezatory czy mamy kumpli którzy grają na różnych instrumentach takich jak chociażby dudy, których używamy od lat, tak samo kaval czy klarnet… I wiesz, to świetnie że te syntezatory pojawiły się w naszych głowach, bo po prostu mieliśmy syntezator, więc go nagraliśmy i okazało się, że to było dokładnie to czego potrzebowaliśmy. To nie jest tak że stwierdziliśmy: o, w tym kawałku będzie syntezator na bridge’u czy coś takiego, nie, wszystko zaczyna się od idei którą prezentujemy. Na przykład mam pomysł i prezentuje go zespołowi kiedy akurat gramy próbę. Zawsze tak robimy, po prostu spotykamy się, gramy razem i tak to wygląda w zasadzie od kiedy byliśmy bardzo, bardzo młodzi. Pokazujesz swoje pomysły, potem zaczynamy jammować, zwykle idzie to w jakieś inne strony, więc pojawiają się nowe pomysły i wtedy, w jakimś momencie, zaczynamy dokładać nowe dźwięki. Piosenka nabiera wtedy kształtu i wszystko układa się na swój sposób naturalnie. Na pewno jednak nie planujemy niczego zanim nie zaczniemy grać, wszystko wynika z tego co gramy i właśnie tak pojawiły się w naszej muzyce syntezatory. Ten album nie zrodził się z tego, że powiedzieliśmy sobie że w kawałkach będą syntezatory. Tak naprawdę, syntezatory pojawiają się raptem w jednej, może w dwóch kawałkach. Tak samo tradycyjne instrumenty.
Radio Lublin: No właśnie, nowe dźwięki. W odniesieniu do “Age of Aquarius”, “Venceremos” zdecydowanie nie jest jego kontynuacją. Mam też wrażenie, że sposób budowy utworów był diametralnie inny, bo “Aquarius” miał dość przestrzenny wymiar, nosił znamiona improwizacji i był oparty na pewnego rodzaju transowości. “Venceremos” jest raczej jego zupełnym przeciwieństwem.
Alex Karametis: W zasadzie “Age of Aquarius” był ogrywany mniej lub bardziej w podobny sposób. Ale chyba rozumiem o co Ci chodzi: to był bardziej luźny i otwarty temat, bardziej podatny na interpretacje. A ta płyta jest bardziej bezpośrednia, to na pewno, ale widzisz, to wszystko z uwagi na koncept i historię i te wszystkie emocje które chcieliśmy wyrazić. To jasne, że kiedy śpiewasz piosenkę o słońcu, górach i rzekach to będzie to bardziej otwarte, przestrzenne, szerokie, z serca. Ale gdy opowiadasz o niesprawiedliwości, opresjach, depresji to wszystko będzie bardziej gniewne, bezpośrednie i mniej podatne na interpretację. Wiesz, myślę że to właśnie dlatego ten album jest bardziej wprost i bardziej agresywny. Ale jest on zarazem głęboko ezoteryczny – to co Ci mówiłem wcześniej o życiu i śmierci i tak dalej, choć oczywiście jest również bardzo otwarty dla ludzi. Ale przede wszystkim, po prostu, musi być powiązany z historią o której śpiewasz.
To co jeszcze rzuciło mi się w uszy podczas słuchania “Venceremos” to fakt, że używasz zdecydowanie więcej przesteru – wcześniej raczej służył on do podkreślenia pewnej dramaturgii, do sfinalizowania danego klimatu. Tutaj riffy atakują w zasadzie od razu, co, mam wrażenie, wymusiło też na Was nieco bardziej ‘mięsistą’ produkcję.
Alex Karametis: No tak, to ważne, niemal tak samo jak muzyka. Zwłaszcza w dzisiejszych czasach i zwłaszcza jeśli mówimy o muzyce rockowej. Warto zdać sobie sprawę, że to co wychodzi z Ciebie przechodzi przez wzmacniacz, mikrofon, głośniki i całą produkcję dźwiękową. Jestem również inżynierem dźwięku i producentem, więc siedzę w tym dość głęboko i uwielbiam produkować i dźwięk jest dla mnie szalenie ważny bo robi różnicę. Widzisz, wspomniałeś że użyliśmy syntezatorów, a tak naprawdę zrobiliśmy to raptem w jednej piosence i w jakiejś części drugiego kawałka. A wiesz że na poprzednim albumie było tego znacznie więcej? Serio! Ale były schowane w podkładzie a nie wysunięte na front. Czasami produkcja nie jest tak bezpośrednia a czasem wszystko usłyszysz od razu, to bardzo ważne.
Radio Lublin: Alex, na koniec chciałem zapytać Cię o to, czy patrzysz czasem wstecz? Wiesz, Villagers of Ioannina City to już całkiem solidna marka na europejskiej scenie, macie grono oddanych fanów a mam wrażenie że z roku na rok Wasza fanbaza przybiera na sile. Masz czasem takie wrażenie, że przebyliście kawał drogi i że zbudowaliście coś naprawdę mocnego?
Alex Karametis: Tak, patrzę czasem za siebie i, będąc szczerym, to jak błogosławieństwo. Byliśmy młodymi chłopakami którzy po prostu chcieli zrobić zespół, trochę się zabawić i wyrazić w ten sposób siebie. I było super! Mam wiele wspaniałych wspomnień z naszych wczesnych lat, to był najlepszy czas naszego życia. A teraz, ponad 20 lat później, wciąż tutaj jesteśmy, wciąż gramy, jeździmy w trasy i to nasze marzenie wciąż trwa. To błogosławieństwo. Jestem bardzo szczęśliwy z racji tego że wciąż mogę to robić. Tak szczerze, może nie jesteśmy bogaci w kontekście pieniędzy, ale mamy masę wspomnień i wydaje mi się że to jest znacznie ważniejsze. Nie mam specjalnych celów jeśli chodzi o zespół i karierę. Moje jedyne życzenie jest takie, żebyśmy wszyscy byli w zdrowiu i mieli wystarczająco siły, żeby wciąż grać przez kolejne 20 lat albo więcej, aby robić albumy, grać tournee, przemierzać świat i odwiedzać tak dużo miejsc jak tylko się da.
Rozmawiał: Marcin Puszka
Zdjęcia: Kinga Hendzel
Podziękowania za współpracę przy promocji nowego albumu Villagers of Ioannina City dla Mony Miluski z All Noir.
