Wczoraj (28.09) około godziny 16.43 zawyły syreny alarmowe na Lubelszczyźnie. Chwilę wcześniej mieszkańcy regionu otrzymali alert RCB o zagrożeniu atakiem z powietrza, a my dowiedzieliśmy się o dronie, którego ukraińska armia zestrzeliła w odległości niespełna 2 kilometrów od polskiej granicy w Dorohusku.
CZYTAJ: Huk, dym i syreny. Wójt: Tak blisko jeszcze dron nie wylądował
– Wybuch, ciemny dym po stronie ukraińskiej, zawyły syreny, czyli ten sygnał modulowany, 3-minutowy, który w takich przypadkach nakazuje udać się w bezpieczne miejsce. Bardzo podobna sytuacja sprzed 10 dni – mówi wójt gminy Dorohusk Wojciech Sawa. – To jest naprawdę poważna sytuacja, bo tak bliskie wybuchy na pewno budzą niepokój u mieszkańców i myślę, że coraz bardziej się zastanawiają, co może się wydarzyć, jeżeli te wybuchy są tak blisko. Jesteśmy gminą przygraniczną, która ma 3 syreny. Wiadomo, że one nie są słyszalne w całej gminie, ale są słyszalne w tych miejscowościach przygranicznych. Brakuje nam jeszcze takiej syreny w Świerżach i w Husynnym. Wtedy ten pas przygraniczny byłby w całości zabezpieczony, jeżeli chodzi o sygnały alarmowe – dodaje.
Zaniepokojeni całą sytuacją byli też mieszkańcy Dorohuska. – Jest obawa, bo mieszkamy blisko granicy. Dobrze, że są te systemy ostrzegania. Nie przeżyliśmy wojny, nasi rodzice przeżyli. Ja z podwórka widzę słupy graniczne. W związku z powyższym zawsze to zagrożenie jest, prawda? – mówi w rozmowie z Radiem Lublin jedna z mieszkanek.
Urząd gminy stara się z jednej strony tonować niepokoje, z drugiej dba o rzetelną i szeroko rozpowszechnioną wiedzę z zakresu bezpieczeństwa. – Akurat jestem w trakcie zebrań wiejskich z mieszkańcami. Te zebrania pojawiły się w takim momencie po tych wybuchach z soboty na niedzielę. Staramy się przekazywać te informacje, żeby świadomość była jak największa, żeby nie było takich momentów, że ktoś mówi, że nie wie co ma zrobić – podkreśla wójt gminy.
Przeszkolono ekipę samorządowców, a na szkolenia zostali także zaproszeni mieszkańcy gminy. – Przeszkoliliśmy pracowników, radnych i sołtysów – tłumaczy Sawa. – Chcieliśmy zrobić szkolenie dla mieszkańców, ale zainteresowanie było niewielkie. Myślę, że teraz ta świadomość jest większa i to szkolenie dla mieszkańców jeszcze raz powtórzymy i miejmy nadzieję, że się zgłosi większa liczba osób – dodaje.
Powtarzająca się sytuacja związana z alertami daje się też we znaki przedsiębiorcom inwestującym i pracującym w Dorohusku. – Pochodzę z Pomorza. Tutaj jestem, prowadzę budowę i z ludźmi śmiejemy się, że coraz bardziej niebezpiecznie się robi. Pierwszy raz byłem w takiej sytuacji życiowej, bo u nas na Pomorzu tego nie ma – opowiada jeden z przedsiębiorców.
– Obawy się pojawiają, bo dla nas bardzo dużym plusem jest budowa drogi S12 i szeroki tor i inwestycja kolejowa, która też się będzie pojawiała w następnych latach. Pewnie obawy są. Dla nas to jest szansa, jeżeli ta infrastruktura powstanie, że gmina zacznie się rozwijać. Na to liczymy. Czy wpłynie na to ta sytuacja, która jest po drugiej stronie Bugu i tak blisko nas? Nie wiem, czas pokaże – dodaje.
CZYTAJ: Dron uderzył blisko granicy. Dwa przejścia ewakuowane [WIDEO]
Syreny odwołujące alarm pojawiły się po około pół godzinie, ale mniej więcej do północy mieszkańcy regionu jeszcze kilkakrotnie otrzymywali SMS-owe alerty o możliwym zagrożeniu ze strony Federacji Rosyjskiej.
MosT / opr. PaW
Fot. Krzysztof Radzki / archiwum RL
