Z soboty na niedzielę (15-16.08) w Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku wybuchł pożar, który objął 3 zabytki. Mimo ogromnych wysiłków strażaków doszczętnie spłonął między innymi XVII-wieczny drewniany kościół z Bączala Dolnego koło Jasła. Ten pożar pokazuje, jak dużym wyzwaniem jest ochrona obiektów zabytkowych, szczególnie drewnianych, przed ogniem. Przed laty z ogniem musiał walczyć też lubelski skansen.
W 2017 roku od uderzenia pioruna spłonęła stodoła z Lipiny. Wówczas tylko dzięki sprawnej akcji strażaków udało się uratować przed ogniem pozostałe obiekty. Od tego czasu w Muzeum Wsi Lubelskiej ochrona przeciwpożarowa uległa zwiększeniu i unowocześnieniu. – Strzecha, którą pokryte są dachy budynków zabezpieczona jest specjalnym preparatem, a każdy obiekt ma instalację odgromową – wymienia dyrektor Muzeum Wsi Lubelskiej Bartłomiej Bałaban. – Najważniejszym systemem takim zabezpieczającym od ognia czy informującym o rozpoczynającym się pożarze jest tak zwany system sygnalizacji pożarowej, który na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej funkcjonuje. Oprócz tego przy każdym z obiektów znajdują się gaśnice. Te gaśnice są schowane za takimi daszkami w takich pudełkach drewnianych, ale wystarczy jeden ruch ręką, żeby tę gaśnicę odsłonić. Chodzi po prostu o względy estetyczne. Na terenie Muzeum Wsi Lubelskiej znajduje się 27 hydrantów. W ubiegłym roku przeprowadzaliśmy taki test tych hydrantów. Wybraliśmy wtedy 8 najsłabiej działających, które zostały wymienione. Na terenie miasteczka Polski Odrodzonej znajdują się również 2 duże działka przeciwpożarowe o mocy ponad 9 barów. Są silne, mogą omieść teren całego miasteczka, nawet sporo dalej – dodaje.
Na terenie muzeum rozmieszczone są też punkty, w których alarm mogą uruchomić goście skansenu. – Oprócz tego, że są tak zwane pętle, które alarmują i jest automatyczne powiadomienie do straży pożarnej oraz do naszej ochrony i straż przyjeżdża z automatu, nie może nie przyjechać, to są jeszcze takie punkty, kiedy możemy sami zbudzić taki alarm – mówi w rozmowie z Radiem Lublin Bałaban.
Choć ostatni groźny pożar w lubelskim skansenie miał miejsce w 2017 roku, to strażacy wyjeżdżają do muzeum znacznie częściej. – Czasami te alarmy fałszywe to zadziałanie tej sygnalizacji w wyniku uszkodzenia czujki bądź też zadziałania chociażby światła na czujkę – mówi o tym rzecznik Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie, kapitan Tomasz Stachyra. – Ewentualnie dym, który gdzieś w przestrzeni się pojawił, czujki, a niekoniecznie pożar już sygnalizuje o potrzebie zadysponowania straży pożarnej na miejsce. Mieliśmy 9 alarmów fałszywych od początku roku. Natomiast na przestrzeni ostatnich 3-4 lat były 4 pożary w tym obiekcie. Na całe szczęście udało się zgasić je w zarodku – dodaje.
Strażacy prowadzą też specjalne ćwiczenia na terenie lubelskiego skansenu. – Raz, że teren, czyli kwestia poruszania się pojazdów gaśniczych, rozłożenia drabiny. W pierwszym rzucie zawsze na takie obiekty są dysponowane większe siły i środki, czyli ilość pojazdów i strażaków. Ostatnie ćwiczenia miały miejsce niespełna rok temu w tym obiekcie. Pozwalają wypracować pewne scenariusze, aby prowadzić skutecznie takie działania, co nie oznacza, że tego typu obiekty nie palą się szybko, bo w takich skrajnych warunkach atmosferycznych, gdzie jest skrajnie wysuszona konstrukcja tych budynków, to na pewno zagrożenie jest bardzo duże – tłumaczy Stachyra.
Jednak lubelski skansen to nie jedyne miejsce w regionie, gdzie znajdują się drewniane obiekty zabytkowe. Samych budynków sakralnych tego typu jest w województwie około 70. W 2000 roku Lubelski Wojewódzki Konserwator Zabytków powołał specjalną grupę roboczą do spraw przeciwdziałania przestępczości zorganizowanej przeciwko zabytkom i przeciwpożarowemu zabezpieczania zabytków. – Jest strażak, policjant, przedstawiciel Wydziału Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego z Lubelskiego Urzędu Wojewódzkiego, konserwator diecezjalny – opowiada wojewódzki konserwator zabytków Dariusz Kopciowski. – Sprawdzamy stan instalacji, bo jest i policjant, strażak, ludzie, którzy na tym się znają i niejeden zabytkowy kościół drewniany widzieli. Czy są sprawne gaśnice, czy są zamki z atestem montowane w drzwiach. Bywało tak, że gdzieś tam te gniazdka na przewodach wisiały na ścianach w powietrzu. Tego już nie ma, bo my od 2000 roku te akcje prowadzimy. Bywały gaśnice, którymi można przykładowo przybić gwóźdź, ale ugasić pożaru się nie dało. My rekontrolę prowadzimy – dodaje.
Przyczyna pożaru w Muzeum Budownictwa Ludowego jest jeszcze nieznana. Mają wyjaśnić śledztwo.
Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku powstało w 1958 roku i jest jednym z największych muzeów na wolnym powietrzu w Polsce. Jego powierzchnia to 38 hektarów. Dla porównania powierzchnia lubelskiego Skansenu to 24 hektary. Sanocki skansen został zamknięty do odwołania. Na razie nie zapadła decyzja, co znajdzie się w miejscu doszczętnie zniszczonego kościoła. Muzeum rozważa 2 rozwiązania: przeniesienie do skansenu innego zabytkowego obiektu odpowiadającego jego profilowi albo rekonstrukcję spalonej świątyni.
MaK / opr. PaW
Fot. Magdalena Kowalska
