W Kazimierzu Dolnym na 20. Festiwalu Filmu i Sztuki BNP Paribas Dwa Brzegi zorganizowano pokaz filmu „Powiedz mi, co czujesz”. Obyło się także spotkanie z grającymi w nim główne role Izabellą Dudziak i Janem Sałasińskim. Rozmawiał z nimi Maks Wieczorski.
Czułość to słowo, które spina całą tę historię. Czy było trudne dla was stworzyć taką relację, żeby na ekranie była tak prawdziwie czuła?
– Chyba polubiliśmy się od pierwszego momentu i łatwo nam było ją budować. Janek jest tym młodszym pokoleniem, bo między nami jest 10 lat różnicy i reprezentuje już tę nową męską czułość, delikatność, coś, co jest przeciwieństwem patriarchatu czy seksizmu. Nie musiałam się niczego obawiać, a jako kobieta w branży filmowej i to jeszcze w scenariuszu z bardzo dużo liczbą scen intymnych, miałam jakieś obawy. No i wszystkie zostały w pień wycięte – mówi Izabella Dudziak.
Czy dla was praca na tym planie była emocjonalnie wyczerpująca? Czy aktor jest w stanie nabrać takiego dystansu do roli, żeby tej ceny emocjonalnej nie ponosić?
– Każda praca na planie jest ostatecznie wymagająca. A wydaje mi się, że doświadczenie, którego nabieramy i z którego możemy korzystać coraz bardziej, prowadzi nas do tego, że niezależnie, jaką scenę gramy, różnica w wysiłku emocjonalnym, w dojściu do emocji się skraca. I zaczynamy bardziej myśleć o rytmie sceny, czy o tym, co w niej jest do przeprowadzenia w kontekście fabularnym albo postaci, a te emocje są już gdzieś w nas. Dojście do nich jest dla nas dużo prostsze i mniej niebezpieczne – stwierdza Jan Sałasiński.
Cała rozmowa w materiale audio:
MW / opr. ToMa
Na zdj. kadr z filmu „Powiedz mi, co czujesz”, fot. materiały dystrybutora / Kino Świat
