Archeologiczny skarb na złomowisku. Ma dwa tysiące lat

EAttachments9703420ada88f85dddc062a1399be2f22708246 xl

Szukał części do motocykli a znalazł… umbo, czyli okucie tarczy wandalskiego wojownika lub wojowniczki z II wieku! Niebywałego odkrycia na hrubieszowskim złomowisku dokonał mieszkaniec jednej z miejscowości w okolicach Hrubieszowa, Włodzimierz Starykiewicz. Gdyby nie on, cenny zabytek skończyłby zapewne w hutniczym piecu, potraktowany jak zwykły złom.

– Kształt od razu wzbudził jednoznaczne skojarzenie – mówi Włodzimierz Starykiewicz. – Kształt tego przedmiotu zapamiętałem z rysunków, z opracowań archeologicznych. Takie czytanie stron historycznych, oglądanie tych wszystkich rzeczy. Dzięki temu, że tutaj z panem dyrektorem przeprowadziliśmy tę interwencję, że mi się udało to podjąć, pan dyrektor to zabezpieczył, no to przecież szczątki wojownika lub wojowniczki pojechałyby do huty. Niejeden karabin z pierwszej czy drugiej wojny światowej też pojechał do huty. Jak to już leży na złomie, to los jest przesądzony.

CZYTAJ: Jest duma! Zamojski ślad w hitowym serialu

– Jeden z podstawowych elementów tarczy używanej w II wieku naszej ery, takie centralne okucie, właśnie tego rodzaju osłony ciała, które bezpośrednio chroniło dłoń wojownika – tłumaczy Bartłomiej Bartecki, dyrektor Muzeum w Hrubieszowie. – To jest taka wyklepana z jednego kawałka żelaza miseczka, umieszczona na samym środku drewnianej tarczy, w którą chowała się dłoń w trakcie bitwy. Czyli jak tutaj sobie dołączymy dodatkowo jeszcze uchwyt, to drobniejsza dłoń niż moja chowała się w środku, a dookoła była po prostu drewniana tarcza. A ten kolec, który jest tutaj, nie tylko służył temu, żeby wyglądać imponująco, ale przede wszystkim służył też jako element zaczepny albo obronny. Spokojnie można było też tym elementem zaatakować przeciwnika. Więc tego typu umba, czyli tak zwane centralne żelazne okucia tarczy, znane są przede wszystkim z pochówków wojowników wandalskich. Czyli to jest takie germańskie plemię, które w I, II wieku naszej ery na terenie Kotliny Hrubieszowskiej, Lubelszczyzny sobie spokojnie funkcjonowało, aż do momentu, kiedy z północy zaczęli nacierać Goci. Niektórzy archeolodzy mają taką teorię, że pochówki wojowników wandalskich to są właśnie te pochówki, które są efektem wojny pomiędzy Gotami a Wandalami pod koniec II wieku.

– Przeważnie to ja szukam części motocyklowych – opowiada Włodzimierz Starykiewicz. – Mam taką malutką kolekcję motocykli, mam kilka sztuk zrobionych. No i czasami się trafia, że po jakimś tam wiosennym sprzątaniu garażu ktoś znajdzie coś, co nie zna jego pochodzenia, a potem się okazuje, że to są jakieś części, czasami nowe. A właśnie tutaj to był taki nietypowy wypad, bo ja na to złomowisko wpadłem zupełnie w innym celu. Praktycznie już chciałem wychodzić, ale myślę, no nie, jestem w markecie, to czemu by nie zrobić jakichś zakupów. No i w końcu przeszedłem się i tak znalazłem jedną, dwie rzeczy, takie drobiazgi, kilka starych narzędzi. I właśnie między takimi typowo warsztatowymi rzeczami, jakimiś starymi śrubami, patrzę, leży coś. Znam ten kształt, ale po prostu nie spodziewałbym się tego w tym miejscu. I tak nie do końca wierzyłem, że to jest to. To jest tak charakterystyczny kształt. Jeśli człowiek to widział już raz w życiu, ciężko by było to pomylić z czymś innym. Wziąłem to do ręki i widać, że to ziemia z pola i to taka nasza typowa, ta czarna, ładna ziemia. Jak już robiłem zdjęcia tutaj, wysyłałem panu dyrektorowi, napisał tylko jedną rzecz, czy udało się to zabezpieczyć. Mówię, że oczywiście. Od razu stamtąd, spod bramy, spakowałem się z tym wszystkim i ze złomu prosto do muzeum.

CZYTAJ: Historia wyjdzie na ulice Zamościa. Przed nami III Zamojski Orszak Dziejów

– Całe to umbo jest przegrzane termicznie, bo wszyscy wojownicy wandalscy, jeżeli ginęli w walce, to układani byli na stosie pogrzebowym, razem z pełnym wyposażeniem, z włóczniami, z mieczami, w pełnym stroju, z tarczą – wyjaśnia dyrektor Bartecki. – Palono ich na stosie z całym wyposażeniem. Potem te elementy, które spłonęły na stosie, trafiały albo do jamy grobowej w ziemi, albo ewentualnie do glinianego naczynia pełniącego funkcję popielnicy. I tutaj widzimy ewidentnie na powierzchni tego umba, tego zabytku, patynę ogniową, co świadczy o tym, że to faktycznie było pod wpływem wysokiej temperatury. Nie dlatego, że ktoś to teraz rzucił do ogniska, tylko że to dwa tysiące lat temu trafiło na stos pogrzebowy. Jest ryzyko, że to cmentarzysko, o ile jest większe, za rok, dwa, trzy zostanie kompletnie zniszczone przez orkę, przez głębosze, przez jakieś inne sprzęty rolnicze.

Ta osoba, która to wykopała i przekazała do złomowiska, też może się do was zgłosić i nie spotka się z żadnym piętnowaniem, krytyką?

– Spotka się przede wszystkim z mocnym ściskiem dłoni i podziękowaniem za to, że się zgłosiła do nas – zapewnia dyrektor. – 99,9% ludzi nie miałoby pojęcia, czym jest ten przedmiot. Pewnie sam, gdybym nie był archeologiem albo gdybym się kompletnie nie interesował się historią, pewnie bym też to potraktował jako coś kompletnie bezwartościowego. Więc ja absolutnie rozumiem, że ktoś to pominął, bo to jeszcze nie jest atrakcyjne wizualnie. Będzie po konserwacji, ale przedmiot jest trudny do określenia, kiedy się nie ma takiej wiedzy archeologicznej. Jeżeli ktoś sobie przypomni, że taką dziwną, charakterystyczną, metalową miseczkę wyrzucił na złom i teraz rozpozna ją na którymś ze zdjęć w Internecie, to śmiało może zgłosić się do Muzeum w Hrubieszowie. My z przyjemnością podejmiemy się, oczywiście na nasz koszt, badań ratowniczych, interwencyjnych. Robimy tak, że się po prostu dogadujemy wtedy, żeby nikomu nie wchodzić w paradę, nie komplikować jakichś upraw rolnych. Zawsze się dostosowujemy po prostu do kalendarza rolniczego.

Dodajmy, że w środku znalezionego fragmentu tarczy wojownika zachowały się dodatkowo przepalone fragmenty kości. Znalezisko przejdzie teraz prace renowacyjne i konserwatorskie, by docelowo zasilić zbiory hrubieszowskiego muzeum.

JN / opr. PrzeG

Fot. JN / Muzeum im. ks. Stanisława Staszica w Hrubieszowie FB

Exit mobile version