„Ambitny projekt”. W zamojskim szpitalu powstaje nowoczesny oddział [ZDJĘCIA]

EAttachments96976379527d5b3d11efed21181a0b938f8b7e2 xl 1

W Zamościu działalność rozpocznie wkrótce nowoczesny Zakład Opiekuńczo-Leczniczy dla pacjentów wentylowanych mechanicznie. Inwestycję realizuje Zamojski Szpital Niepubliczny. To niezwykle potrzebne miejsce. Takie, których wciąż jest za mało. 

CZYTAJ: Zamość idealny na „Spotkania z historią”

– Nie rozpoczęliśmy jeszcze przyjęć na ten oddział, a już mamy duże zainteresowanie – przyznaje lekarz Ewelina Nizio, geriatra i neurolog, która pokieruje nowym ZOL-em. – Nie mamy nawet jeszcze dokumentów przyjęciowych do wypełniania i już mamy rodziny, które dzwonią do nas i pytają o możliwości przyjęcia tutaj na ZOL dla osób wentylowanych. Są dwa łóżka na każdej sali. Każde łóżko jest oczywiście przystosowane do pacjentów leżących, wentylowanych, podnoszonych, w pełni zautomatyzowane. Mamy najnowsze materace przeciwodleżynowe. Kardiomonitory będą oczywiście do każdego łóżka oraz respiratory, również jedne z nowszych typów. Do każdego łóżka jest przypisany jeden respirator.

– To polegało na doposażeniu naszego Zakładu Opiekuńczo-Leczniczego, w którym mamy 60 łóżek. Dokupiliśmy część aparatury i sprzętu – wyjaśnia Mariusz Paszko, prezes Zamojskiego Szpitala Niepublicznego. – Głównym zadaniem było uzyskanie dodatkowych 10 łóżek dla pacjentów wentylowanych mechanicznie. Planujemy uruchomić oddział od października, natomiast w tej chwili prace trwają. Skupiają się głównymi na tym, żeby pozyskać i skompletować kadrę do tego zakładu. Potrzeba nam anestezjologów i tutaj jest największy problem, ponieważ tej kadry anestezjologicznej w naszym rejonie brakuje.

ZOBACZ ZDJĘCIA: 

– Potrzebujemy pilnie anestezjologa, który będzie się zajmował sprawami typowo „instrumentalnymi”. Potrzebujemy pomocy, żeby pacjenta przyjąć, podłączyć do respiratora. Potrzebujemy osoby, która będzie mogła wymieniać rurki tracheostomijne, które wymagają systematycznego wymieniania. I potrzebujemy też osoby, która przyjdzie dwa razy w tygodniu i oceni stan tych rurek, żeby stwierdzić, czy na przykład dana rurka nie wymaga wcześniejszej wymiany. To jest to, co potrzebujemy od lekarza anestezjologa, na zasadzie pracy godzinowej czy kontraktowej – dodaje dr Ewelina Nizio.

RL: Bez tej osoby nie możecie funkcjonować?

– Tak, bez anestezjologa absolutnie nie możemy funkcjonować – zaznacza dr Ewelina Nizio. – Dlatego że tylko anestezjolog może ocenić taką rurkę, może ją wymienić, może podłączyć respirator.

– Jest to projekt ambitny z tego względu, że łóżka dla pacjentów wentylowanych mechanicznie są też wyzwaniem dla nas wszystkich, ponieważ tych łóżek w ogóle brakuje w województwie lubelskim – podkreśla Mariusz Paszko. – Ci pacjenci w tej chwili często są przetrzymywani w oddziałach intensywnej terapii w szpitalach, bo po prostu nie można ich wypisać do domu. Wymagają oni cały czas podłączenia do respiratora. Na pewno, patrząc z punktu widzenia biznesowego, to absolutnie nie jest coś, co będzie przynosiło zyski, natomiast są ogromne potrzeby w naszej społeczności lokalnej. 

– Tutaj mamy czujniki do otwierania drzwi. Wystarczy tylko przytrzymać rękę, drzwi się otwierają, a potem same się zamykają. Wszystko jest utrzymywane w pełnej aseptyce. Bardzo nam na tym zależy – pilnujemy czystości i tego, by nie dochodziło do zakażeń wewnątrzszpitalnych. Im mniej leczenia, mniej inwazyjnych procedur, kroplówek, wkłuć czy antybiotyków, tym dla pacjenta lepiej – wyjaśnia dr Ewelina Nizio.

RL: Dla jakich pacjentów będzie to miejsce?

– Kryterium przyjęcia tutaj na oddział jest przewlekła wentylacja, czyli to muszą być pacjenci, którzy wymagają wentylacji mechanicznej przez większość, albo przez całą dobę. Duża część ludzi, ale też i personelu medycznego myli, albo łączy ze sobą OIT, czyli oddział intensywnej terapii, z oddziałami dla przewlekle wentylowanych w zakładzie opiekuńczo-leczniczym. Natomiast różnica tutaj jest kolosalna. OIT-y są ukierunkowane na leczenie intensywne, które ma ratować życie i zdrowie i które ma poprawiać stan zdrowia pacjentów. A ZOL-e są zakładami, gdzie mamy pacjentów stabilnych. To są pacjenci, którzy już nie rokują poprawy, którzy mają choroby stałe, przewlekłe. To są głównie tacy pacjenci, których jest dużo właśnie na OIT-ach. Oni przebywają tam miesiąc, dwa, trzy, a rekordziści nawet po kilka miesięcy. To nie jest miejsce dla nich. Dlatego, że OIT z definicji jest miejscem ratowania zdrowia i życia. To jest dla pacjentów ostrych, którzy mają zagrożenie życia, którym to życie ratujemy. Natomiast kiedy już widać, że medycyna nie ma więcej możliwości leczenia tych pacjentów, powinni oni trafić do miejsca, gdzie będą zaopiekowani, gdzie będą pielęgnowani. Skupiamy się na tym, żeby ich życie było godne, wygodne, bez cierpienia, bez bólu – podsumowuje dr Ewelina Nizio.

CZYTAJ: Agresywny senior zaatakował policjantów. Grozi mu więzienie

W nowo powstałym ZOL-u znajduje się także pokój terapii zajęciowej, sala do rehabilitacji oraz gabinet lasero- i światłoterapii. Inwestycja kosztowała szpital ponad 11 mln zł. ponad 9,1 mln zł to dofinansowanie z Krajowego Planu Odbudowy. 

JN / opr. LisA

Fot. Joanna Nowicka

Exit mobile version