Trener i mąż Aleksandry Mirosław: Kalendarza życiowego nie będą nam już układać zawody

EAttachments9654552edfe24d9bde01fa04fd170ffe4e15f84 xl

Mateusz Mirosław, szkoleniowiec kadry Hiszpanii we wspinaczce sportowej na czas i do końca sierpnia trener mistrzyni olimpijskiej Aleksandry Mirosław, cieszy się, że sportowa współpraca z żoną dobiega końca. – Kalendarza życiowego nie będą nam już układać zawody – podkreślił.

CZYTAJ: Aleksandra Mirosław: Na sportowej emeryturze nie będę się nudzić

Trener i mąż zdaje sobie sprawę, że zbliżające się – po sierpniowych ME w Laval – oficjalne zakończenie kariery przez żonę, oznacza także dla niego nowy etap. Małżeństwem są od 2019 roku, ale znają się od blisko dekady. – Nie myślałem jeszcze o tym, jak dokładnie będzie wyglądało nasze życie po zakończeniu kariery przez Olę. To na pewno nowy rozdział, który bardzo nas cieszy. Będziemy mogli częściej być po prostu mężem i żoną, a nie trenerem i zawodniczką. Przez wiele lat praktycznie każdą decyzję podejmowaliśmy z myślą o kolejnych startach. Teraz po raz pierwszy od dawna sami będziemy mogli decydować o naszym kalendarzu – powiedział Polskiej Agencji Prasowej Mateusz Mirosław.

Mistrzyni olimpijska z Paryża, czwarta w igrzyskach w Tokio trzy lata wcześniej i wielokrotna rekordzistka globu, w lutym – w dniu 32. urodzin – ogłosiła, że po sezonie 2026 zakończy karierę. – Przez całą karierę Oli podporządkowaliśmy sportowi praktycznie całe nasze życie. Mam na myśli nie tylko treningi, ale również sposób odżywiania, regenerację, podróże czy planowanie codzienności. Wszystko było elementem jednego procesu prowadzącego do realizacji celu. Za kilka tygodni będziemy mogli spojrzeć na życie z zupełnie innej perspektywy. Nadal będziemy pracować bardzo intensywnie, bo oboje tacy jesteśmy, ale po raz pierwszy od wielu lat będziemy mogli pozwolić sobie na większą elastyczność. To będzie dla nas coś zupełnie nowego – dodał.

CZYTAJ: Aleksandra Mirosław: Schodzę ze sceny z podniesioną głową

Mirosław, który od dwóch sezonów prowadzi jednocześnie kadrę Hiszpanii, przyznał że pierwszy rok pracy za granicą był czasem poznawania się i zmiany pewnej optyki, nie tylko sportowej, ale i życiowej. – Największą różnicę dostrzegłem w kulturze pracy i komunikacji. Wydawało mi się, że trening na najwyższym poziomie wszędzie wygląda podobnie, ale szybko przekonałem się, że ogromne znaczenie mają także sposób budowania relacji, komunikacja i codzienne funkcjonowanie zespołu. W Hiszpanii trening jest bardzo profesjonalny, ale większy nacisk kładzie się na swobodę, dobrą atmosferę i czerpanie radości z procesu szkolenia. Moją rolą było połączenie tego z podejściem, z którym przyjechałem z Polski. To doświadczenie pozwoliło mi lepiej zrozumieć trenerów pracujących poza własnym krajem. Dopiero teraz naprawdę wiem, z jakimi wyzwaniami mierzą się szkoleniowcy prowadzący zagraniczne reprezentacje – zaznaczył.

Jego podopieczni w tym sezonie coraz bardziej liczą się w światowej czołówce. Podczas zawodów Pucharu Świata na krakowskim Rynku w lipcu Leslie Adriana Romero Perez była 5., Carla Martinez Vidal – 10., a Eric Cardona – 14. Tydzień później w PŚ w Chamonix obydwie zawodniczki uplasowały się, odpowiednio, na 8.i 14. pozycji. – Pierwszy rok był okresem wzajemnego poznawania się. Ja uczyłem się sposobu funkcjonowania zawodników, a oni poznawali moje wymagania i filozofię pracy. Dzisiaj mamy już wspólny sposób działania i myślę, że coraz lepiej rozumiemy swoje oczekiwania, co zaczyna być widoczne również w wynikach – podkreślił.

Szkoleniowiec odpowiada nie tylko za seniorską kadrę z płw. Iberyjskiego, ale budowanie całego systemu szkolenia wspinaczki na czas w tym kraju. – Pracuję indywidualnie z grupą najlepszych zawodników w Hiszpanii, ale jednocześnie odpowiadam za system szkolenia całej kadry – od juniorów po seniorów. Łącznie jest to około 30–35 zawodników. Dużą częścią mojej pracy jest budowanie kompetencji potrzebnych do rywalizacji na arenie międzynarodowej. Wiele młodych zawodniczek i zawodników dopiero zdobywa pierwsze doświadczenia na światowych imprezach, dlatego zależy nam na stworzeniu środowiska, które pozwoli im na długofalowy rozwój. Chcę krok po kroku doskonalić system szkolenia i dawać młodym realną szansę na rozwój – wytłumaczył.

Wybrany w 2024 roku Trenerem Roku w 90. Plebiscycie Przeglądu Sportowego na Najlepszego Sportowca Polski niespełna 35-letni szkoleniowiec przyznał, że praca w Hiszpanii daje mu wiele impulsów do samokształcenia. – Wynika to również z organizacji naszej pracy. Część mojej grupy trenuje na co dzień w Sant Cugat del Valles, około 20 kilometrów od Barcelony, gdzie pracuję również z Olą, a część przygotowuje się w Madrycie. Na szczęście od tego roku dysponujemy pełnowymiarową, niekomercyjną ścianą treningową przeznaczoną wyłącznie dla reprezentacji. To znacząco poprawiło jakość pracy i możliwości planowania treningów. Niektórzy zawodnicy są profesjonalistami finansowanymi przez państwo, inni łączą sport z nauką lub studiami. Dlatego staramy się maksymalnie wykorzystywać każdą jednostkę treningową, uczyć również tego, jakie standardy i nawyki są potrzebne, aby skutecznie rywalizować z najlepszymi na świecie – podkreślił.

CZYTAJ: Ogromny sukces. Sportowiec roku jest z Lublina! [ZDJĘCIA, WIDEO]

Techniczny trening to w jego opinii tylko jeden kierunek pracy. Drugim jest przygotowanie mentalne podopiecznych do normalnego życia, po karierze. Jego kontrakt z hiszpańską federacją będzie obowiązywać do igrzysk 2028 roku w Los Angeles. – Staram się przekonywać zawodniczki i zawodników, że sport powinien być bardzo ważną częścią życia, ale nie całym życiem. Zachęcam ich do rozwijania zainteresowań, zdobywania wykształcenia i budowania kompetencji także poza wspinaniem. Ci, którzy mają dobrze poukładane życie poza sportem, często lepiej radzą sobie również w samej rywalizacji – zaznaczył.

CZYTAJ: Prezydent odznaczył medalistów olimpijskich. Także tych z Lubelskiego [ZDJĘCIA]

Mirosław, który nie chce wybiegać planami i myślami poza czteroletni okres przygotowań olimpijskich zarówno w życiu osobistym, jak i trenerskim, stara się przekazać podopiecznym, że czas rywalizacji zawsze kiedyś ma kres. – Moim zadaniem jest nie tylko to, by pomagać zawodniczkom i zawodnikom w osiąganiu lepszych czasów, chcę również, żeby dzięki sportowi, naszym treningom stawali się bardziej samodzielnymi, odpowiedzialnymi ludźmi. Medale są ważne, ale człowiek zostaje z tym, czego nauczył się podczas całej swojej drogi życiowej. Kariera sportowa zawsze kiedyś się kończy, dlatego warto być przygotowanym również na to, co będzie później – podsumował Mateusz Mirosław.

Polska Agencja Prasowa / opr. PaW

Na zdjęciu Aleksandra Mirosław / fot. Józef Kufel 

Exit mobile version