Robert Derewenda o Rzezi Wołyńskiej: Ofiary często znały swoich oprawców

EAttachments9629174e1f65cbe17e6ee250b3106917b3542ef xl

Jutro (11.07) przypada rocznica „krwawej niedzieli” – Rzezi Wołyńskiej – czystki etnicznej przeprowadzonej przez nacjonalistów ukraińskich, mającej charakter ludobójstwa. Najkrwawszym miesiącem tej rzezi był lipiec 1943.

CZYTAJ: „Nie możemy zapomnieć”. Kolejna tablica pamięci ofiar rzezi wołyńskiej odsłonięta [ZDJĘCIA]

– Czas trwania zbrodni wołyńskiej to lata 1943–1945 i były to zróżnicowane zbrodnie – mówi gość porannej rozmowy Radia Lublin, dyrektor Oddziału Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie, Robert Derewenda. – Mamy relacje spisane, zarejestrowane w tamtym okresie, wydane w „Dokumentach zbrodni wołyńskiej”. Często Polacy, którzy uratowali się z tej pożogi, opowiadali o tym, że byli to ich sąsiedzi. Często byli w stanie ich rozpoznać nawet z nazwiska czy podać nazwiska tych ludzi. I o ile w 1943 roku głównie mordy mają miejsce za pomocą narzędzi rolniczych, o tyle już w 1944 roku mamy do czynienia z oddziałami ukraińskimi, które dysponują bronią palną.

Cała rozmowa w materiale wideo:

Rzeź Wołyńska objęła nie tylko Wołyń, ale również województwa lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie – czyli Galicję Wschodnią i część województw graniczących z Wołyniem: lubelskie (od zachodu) i poleskie (od północy). Ofiarami mordów byli Polacy, w dużo mniejszej skali Rosjanie, Ukraińcy, Żydzi, Ormianie, Czesi i przedstawiciele innych narodowości zamieszkujących Wołyń. 

RyK / opr. AKos

Fot. RL

Exit mobile version