Historyk o Powstaniu Warszawskim: Dysproporcja sił była porażająca

EAttachments52441844a892258f586c1559811c7d3188d9a29

1 sierpnia miną 82 lata od wybuchu Powstania Warszawskiego. Mówiąc o powstaniu, należy jednak pamiętać również o Akcji „Burza”, która toczyła się także na Lubelszczyźnie. Jednym z celów Polskiego Państwa Podziemnego i jego podziemnej armii – AK – było przygotowanie powstania powszechnego w momencie klęski Niemców. Pod koniec roku 1943, wobec zmian zachodzących na froncie wschodnim, zamiar ten okazał się trudny do zrealizowania. Wówczas powstał plan operacji znanej pod kryptonimem „Burza”, obejmującej wystąpienia zbrojne na terenach stanowiących bezpośrednie zaplecze przesuwającego się frontu.

O tym wszystkim mówi Marcin Krzysztofik (na zdj.) – zastępca naczelnika Oddziałowego Archiwum Instytutu Pamięci Narodowej w Lublinie – w rozmowie z Eweliną Kwaśniewską.

Przez wiele lat wmawiano nam, że Powstanie Warszawskie było niepotrzebne. Tymczasem, patrząc z dzisiejszej perspektywy, chyba możemy powiedzieć, że to nie jest prawda.  To był zryw o wolność, zryw za naród…

– Odpowiadając na to pytanie, nie jest łatwo powiedzieć „tak” lub „nie”. Mamy wiele aspektów związanych z samym faktem wybuchu Powstania Warszawskiego. Mieliśmy do czynienia z różnymi narracjami, zwłaszcza w okresie PRL-u. Wiele faktów było ukazywanych w zafałszowany sposób. Wielu powstańców warszawskich, którym udało się przeżyć, było represjonowanych. Tracili życie jak Jan Rodowicz „Anoda”, który zginął w trakcie śledztwa prowadzonego przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa. Historycy od wielu lat się spierają, czy podjęcie tej decyzji było właściwe. Na pewno wiązało się z ogromnymi stratami poniesionymi zarówno przez powstańców, ale przede wszystkim przez ludność cywilną Warszawy. Mieliśmy do czynienia z bestialstwem zbrodni ludobójstwa popełnionego przez Niemców na niewinnych, cywilnych mieszkańcach Warszawy. Przywołam tu chociażby rzeź Woli na początku powstania, 4-5 sierpnia, kiedy zostało zamordowanych kilkadziesiąt tysięcy mieszkańców tej dzielnicy. Ale i też mamy do czynienia z tym, co nastąpi już po upadku Powstania Warszawskiego, czyli celowym, planowanym zniszczeniem zabudowy Warszawy, która nastąpiła po październiku 1944 roku – stwierdza Marcin Krzysztofik. 

Powstanie Warszawskie trwało 63 dni. Można to chyba rozpatrywać mimo wszystko jako sukces – dwa miesiące obrony przy dużo słabszych zasobach od przeciwnika… 

– Oczywiście, że tak. Układ sił między oddziałami powstańczymi a niemieckimi był nieporównywalny. Tu nie tylko chodzi o kwestię żołnierzy. Mówimy też o wyposażeniu i uzbrojeniu. Powstańcy dysponowali niewielkimi zapasami broni. Oczywiście były zrzuty, które realizowała przede wszystkim samoloty polskiej 1586 Eskadry Specjalnego Przeznaczenia startująca z Włoch, Polacy, ale także załogi brytyjskie, południowoafrykańskie czy kanadyjskie. Ale pomimo ogromnego wysiłku i ofiar ponoszonych przez załogi samolotów, spora część tych zrzutów niestety nie trafiała w ręce powstańcze. – mówi Marcin Krzysztofik. – Przypomnę też, że we wrześniu 1944 roku miał miejsce przelot amerykańskich Latających Fortec, które lądowały potem po stronie sowieckiej. (Dopiero we wrześniu, bo – red.) wcześniej Sowieci nie wyrażali zgody na tego typu zrzuty dla powstańców. Pomimo tego wysiłku, niestety ta dysproporcja była porażająca na korzyść Niemców.

Mówiąc o Powstaniu Warszawskim, nie sposób nie wspomnieć o Akcji „Burza”, która toczyła się również na Lubelszczyźnie. 

– Akcja „Burza” na Lubelszczyźnie rozpoczęła się 20 lipca, w momencie kiedy zaczęły na nią wkraczać jednostki Armii Czerwonej, przekraczając Bóg. A trwała do końca lipca 1944 roku. W jej ramach siły Okręgu Lublin Armii Krajowej, dowodzonej przez pułkownika Kazimierza Tumidajskiego pseudonim „Marcin”, zmobilizowały około 20 tys. żołnierzy. Pamiętajmy też, że na Lubelszczyźnie od połowy maja 1944 roku operowały jednostki 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej, które zostały  zmobilizowane w styczniu, lutym 1944 roku. Wcześniej prowadziły walki na Wołyniu zarówno z Niemcami, jak i Ukraińcami, czy też z Sowietami. Część oddziałów dywizji, to jest kilka tysięcy ludzi, przekroczyły Bug w maju 1944 roku. Część znalazła się na Zamojszczyźnie, a gros sił 27 Wołyńskiej dotarła do Lasów Parczewskich, tocząc tam walki z Niemcami, ale również aktywnie biorąc udział w Akcji „Burza”. Oddziały 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK samodzielnie wyzwoliły Firlej czy Kock, a wspólnie z miejscowymi placówkami Armii Krajowej zdobyły Lubartów. Niestety 27 Wołyńska została rozbrojona w Skrobowie. Został tam założony obóz filtracyjny, gdzie żołnierzom dywizji dano do wyboru albo wstąpić z szeregi tworzącej się armii Berlinga, albo trafić na zesłanie – opowiada Marcin Krzysztofik.

– W pozostałej część Lubelszczyzny też mamy do czynienia z samodzielnym wyzwoleniem miejscowości, na przykład Szczebrzeszyna przez oddział Tadeusza Kuncewicza „Podkowy”, czy współwyzwoleniem, na przykład Tomaszowa Lubelskiego, czy udziałem w walkach o Zamość, czy wreszcie w walkach o Lublin. W walkach o stolicę naszego regionu biorą udział pod oddziały podporządkowane komendzie miasta Armii Krajowej, którą dowodził dowodził pułkownik Stefan (Dębicki – red.) „Kmicic” – mówi gość Radia Lublin. 

Mamy też motyw Zamku Lubelskiego, który stał się więzieniem także dla żołnierzy  Armii Krajowej.

– Po instalacji systemu komunistycznego mamy do czynienia – nie tylko w Lublinie, ale i na terenie większości miejsc w Polsce – z tym, że miejsca, które były symbolami kaźni w okresie okupacji niemieckiej, stają się miejscami terroru zajętymi przez władze sowieckie czy potem przez rodzimy komunistyczny aparat bezpieczeństwa. W przypadku Lublina miejscem symbolicznym, niezwykle tragicznym jest więzienie na Zamku w Lublinie, gdzie Niemcy 22 lipca 1944 roku, czyli praktycznie w momencie kiedy opuszczają Lublin, mordują około 300 więźniów, strzelając przez kraty cel. W tym samym dniu jest wyzwalany obóz na Majdanku. Za chwilę staną się one miejscami, do których z powrotem trafiają żołnierze Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych czy Batalionów Chłopskich. W przypadku Zamku będzie miało to miejsce w połowie września 1944 roku, kiedy trafiają tam pierwsi więźniowie przyprowadzeni z aresztu przy ulicy Świętoduskiej, czyli dzisiejszego klasztoru karmelitów. Zresztą to też taka perfidia władz komunistycznych, że więźniowie, którzy byli prowadzeni ze Świętoduskiej na Zamek, byli ubrani w niemieckie mundury. Ludziom tłumaczono, że to są volksdeutsche, natomiast więźniowie w trakcie tego prowadzenia tak krzyczeli, że oni są żołnierzami Armii Krajowej. Z kolei Majdanek stanie się obozem filtracyjnym dla żołnierzy AK, BCh czy NSZ już na początku sierpnia 1944 roku. Tam trafią żołnierze, którzy zostają rozbrojeni po Akcji „Burza”. Przyjmuje się, że na terenie Majdanka znalazło się około trzech i pół tysiąca żołnierzy Armii Krajowej, którzy będą mieli do wyboru wstąpić z szeregi wojska Berlinga, a jak nie, to spora część z nich zostanie wywieziona w głąb Związku Sowieckiego – opowiada Marcin Krzysztofik. 

Na Majdanku mieliśmy też kilkunastu więźniów biorących udział w Powstaniu Warszawskim. Najbardziej znany jest chyba Mikołaj Stebliński, który zasłynął brawurową ucieczką z tego obozu.

– Wielu więźniów Majdanka brało później udział w Powstaniu Warszawskim. Ale też pamiętajmy o tym, że kiedy wybuchło Powstanie Warszawskie, oddziały AK otrzymały rozkazy marszu na teren Warszawy. Na Lubelszczyźnie pod koniec lipca 1944 roku doszło już do rozbrojenia oddziałów AK-owskich. Na szczęście części z nich udało się zamelinować broń, a żołnierzy czasowo urlopować do domu. Mamy wiele przekazów mówiących o tym, że żołnierze na własną rękę, pojedynczo, czy też w sposób mniej lub bardziej zorganizowany, starali ruszać w kierunku Warszawy. Mówimy tu np. o części żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty, którzy uniknęli umieszczenia w obozie infiltracyjnym w Skrobowie. Dowództwo dywizji na czele z (pułkownikiem – red.) Janem Kotowiczem „Twardym” wydało polecenie, by ci żołnierze, którym się uda, ruszyli w rejon Otwocka. Tam miało nastąpić odtworzenie poszczególnych pododdziałów, które miały wyruszyć na Warszawę. Mamy też do czynienia z próbami przebicia się do Warszawy żołnierzy z rejonu Krasnegostawu czy Zamościa. Niestety te zamiary są szybko przerywane przez wojska sowieckie. W okolicach Garwolina i Otwocka został stworzony kordon wojsk sowieckich i spora część z tych żołnierzy AK była wyłapywana lub też zawracana – opowiada Marcin Krzysztofik. 

Gdzie w tym wszystkim jest postać, o której rozmawialiśmy chwilę przed nagraniem, czyli Miś Uszatek? 

– Chodzi o aktora podkładającego głos pod Misia Uszatka, czyli Mieczysława Czechowicza, znanego również z wielu innych wspaniałych ról – czy z „Janosika”, czy z profesora badającego poziom cukru w cukrze w komedii Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana”. Mieczysław Czechowicz urodził się w 1930 roku w Lublinie. Jego ojciec był zawodowym podoficerem 44 Pułku Piechoty i dwa, trzy lata po urodzeniu Czechowicz trafił do Równego, gdzie ojciec pełnił służbę. Tam urodził się jego młodszy brat. W 1939 roku ojciec wraz ze swoim pułkiem poszedł na front i trafił do niewoli. Natomiast matka z dwoma synami wraca do Lublina, gdzie mieszka jej siostra. W międzyczasie jej mąż został z niewoli zwolniony z uwagi na stan zdrowia. Osiadają we wsi Kusze koło Biłgoraja. Tam ojciec jest zarządcą młyna, a jednocześnie szkoli struktury konspiracyjne Związku Walki Zbrojnej. Niestety umiera w 1941 roku i wówczas Czechowiczowa z dwoma synami wraca do Lublina. Tutaj mieszka przy ulicy Kołłątaja i młody Mietek poprzez swojego o rok starszego ciotecznego brata trafia do Szarych Szeregów w Lublinie. Prawdopodobnie ma to miejsce w 1943 roku. Jako trzynastolatek jest w Zawiszakach, czyli w tej najmłodszej grupie. Natomiast wiemy, że w lipcu 1944 roku bierze udział w Akcji „Burza” jako łącznik przy kompanii dowodzonej przez por. Łucjusza Galuchowskiego ps. „Ryś”. Później jego losy są tragiczne. W kwietniu 1945 roku jako niespełna czternastoipółletni chłopiec został zatrzymany przez funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa, trafia na śledztwo. Najpierw w siedzibie UB przy ulicy Krótkiej, stamtąd po trzech tygodniach trafia do więzienia na Zamku w Lublinie. I w połowie czerwca 1945 roku za to, że nie poinformował władz o tym, że jego koledzy konspirują, zostaje skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na 5 lat. Nie zostaje zwolniony zaraz po ogłoszeniu wyroku. Siedzi na Zamku do 2 lipca 1945 roku. Dodam, że dzięki działaniom Pionu Śledczego Instytutu Pamięci Narodowej w zeszłym roku udało się unieważnić wyrok skazujący Mieczysława Czechowicza. Sam nie zdążył złożyć takiego wniosku, ponieważ zmarł we wrześniu 1991 roku – przypomina  Marcin Krzysztofik. 

Niewielu jest w stanie sobie wyobrazić, że kiedy toczy się wojna, równolegle trwa w pewien sposób normalne życie, bo ludzie muszą jakoś funkcjonować. Czy są jakieś anegdoty, które zapamiętał pan z opowieści, które w jakiś sposób były zabawne, były właśnie takim pokazem normalnego życia w tamtym czasie? 

– Odsyłam wszystkich do wspomnień Zbigniewa Matysiaka „Kowboja”. To niezwykle barwna postać. I to, co mi utkwiło w pamięci, to jest „Kowboj”, wracając po walkach w okolicy dzisiejszego Centrum Kultury w Lublinie przy ul. Peowiaków, zdobył dwie butelki denaturatu, które niósł do domu. Napotkał go żołnierz sowiecki, który zabrał mu butelkę. Z uwagi na to, że na butelce była trupia czaszka, Sowiet wziął i otworzył tę butelkę, napił się i powiedział: „No, horoszyj giermański likwior” – śmieje się Marcin Krzysztofik. 

W Akcji „Burza” w Okręgu Lublin AK wzięły udział oddziały 3 Dywizji Piechoty, 9 Dywizji Piechoty, 15 pułku piechoty oraz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty. Do działań włączyły się też oddziały Batalionów Chłopskich i Państwowego Korpusu Bezpieczeństwa.

Powstanie Warszawskie wybuchło 1 sierpnia 1944 roku o 17:00. Do walki z Niemcami przystąpiło około 40 tysięcy powstańców. O upragnioną wolność walczyli przez 63 dni. W walkach poległo około 18 tysięcy żołnierzy Armii Krajowej. Niemcy wymordowali także około 180 tysięcy cywilnych mieszkańców stolicy.

W czwartek (30.08) czterech bohaterów walk o Warszawę zostało uhonorowanych przez prezydenta Karola Nawrockiego za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej. Do uroczystości doszło w Muzeum Powstania Warszawskiego.  Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski za wybitne zasługi dla niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej odznaczeni zostali: Danuta Filipek ps. „Lala”, sanitariuszka i łączniczka w szpitalu polowym Grupy „Kampinos” oraz Alina Mazurkiewicz ps. „Myszka”, „Dorota”, łączniczka i patrolowa w Okręgowej Składnicy Meldunkowej Nr 1 w Śródmieściu. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski uhonorowany został Ryszard Kniaź ps. „Janusz”, żołnierz Oddziału Wojskowej Służby Ochrony Państwa na terenie Obwodu V Mokotów Okręgu Warszawa AK. Krzyżem z Mieczami Orderu Krzyża Niepodległości odznaczona została Irena Krajewski ps. „Lala”, łączniczka w 111 batalionie „Dzik”.

EwKa / opr. ToMa 

Fot. archiwum

Exit mobile version