„Fizyka jest nieubłagana”. Nadmierna prędkość nie popłaca

EAttachments9660328fb8c49252db9e8401a39b03f1a6add54 xl

Gama symulatorów, które podczas weekendu były dostępne w Miasteczku Bezpieczeństwa na placu Teatralnym w Lublinie, być może uświadomiła niektórym kierowcom, że z prawami fizyki nie wygrają. A testy koordynacji czasowo-ruchowej i refleksu – że ich samoocena może być zawyżona.

CZYTAJ:  Telefon jak 8-kilogramowa cegła. O bezpieczeństwie w lubelskim miasteczku [ZDJĘCIA]

O zachowaniach kierowców na szybkich drogach z Tomaszem Cymerem, instruktorem doskonalenia techniki jazdy rozmawiał Jacek Bieniaszkiewicz.

Obserwacja zachowań kierowców na drogach szybkiego ruchu, które są naturalnym wyborem dla jak najszybszego dotarcia do miejsc wypoczynku, wskazuje, że nie wszyscy zdają sobie sprawę z prędkości, z jaką podróżują. Ma to swoje konsekwencje…

– Do prędkości się przyzwyczajamy. Nie kontrolując jej na prędkościomierzu, nie posługując się tempomatem aktywnym, nie jesteśmy w stanie określić prędkości, z jaką jedziemy. Mamy coraz mocniejsze samochody, mamy kierowców, którzy jeżdżą ze świadomością, że mają pojazdy naszpikowane bardzo dużą ilością elektroniki i te auta bardzo im pomogą. Samochody są rzeczywiście coraz bardziej bezpieczne, ale kiedy kierowca przekroczy zdecydowanie prędkość, fizyka jest nieubłagana. Żadne systemy nie są w stanie zagwarantować nam bezpiecznego dojechania do celu. Niestety duża grupa kierowców bardzo świadomie zwiększa prędkość, stając się zagrożeniem na drodze, nie tylko dla siebie, ale również dla innych. Nie zdajemy sobie sprawy, że nasza czujność może być bardzo zaburzona, nasza koncentracja na drodze bardzo szybko się zmienia, spada w bardzo dużym stopniu. Po bardzo krótkim czasie podróżowania nasze myśli zaczynają odpływać w inną stronę, zajmujemy się wieloma innymi rzeczami. I nawet widząc pewne zagrożenie, jeżeli naszym priorytetem będzie rozmowa z pasażerami, czas reakcji ulegnie wydłużeniu. Pokonamy dużo większy dystans, zanim w ogóle podejmiemy jakąkolwiek decyzję – mówi nasz rozmówca. 

– Podzielność uwagi tak naprawdę nie istnieje, ponieważ nie jesteśmy w stanie dwóch elementów wykonać prawidłowo. Nasz mózg wybierze to, co w danym momencie dla nas jest najbardziej istotne. Jeżeli skupimy się na rozmowie przez telefon, to możemy zareagować na daną sytuację, ale z niewielkim opóźnieniem – sekundowym bądź dwusekundowym. Ale może to przynieść drastyczne skutki, bo droga, którą pokonamy, może się okazać zbyt krótka, żeby bezpiecznie zareagować na daną sytuację. Wszystko również jest zależne od prędkości. Jeżeli ona będzie dostosowana, nasz czas reakcji będzie adekwatny do tego, co się dzieje na drodze. Mamy dużo większe szanse na to, żeby nie ponieść konsekwencji – stwierdza instruktor. 

Powiedział pan, że powinniśmy obserwować prędkościomierz, żeby mieć świadomość, z jaką prędkością się poruszamy…

– Obserwując otoczenie podczas prowadzenia samochodu, nie jesteśmy w stanie ocenić prędkości, ponieważ nie jesteśmy w ogóle stworzeni do takich wartości, jeżeli chodzi o prędkości, z jakimi się poruszamy. Do prędkości przyzwyczajamy się. Wyjeżdżając na przykład na trasę szybkiego ruchu czy autostradę, w pierwszym momencie odnosimy wrażenie, że jedziemy dosyć szybko, ale po kilku minutach ta prędkość dla nas staje się naturalna. Kiedy wytracamy ją, czyli zjeżdżając z autostrady na węźle, zwolnimy do prędkości wymaganej na danym odcinku, odnosimy wrażenie, że się prawie zatrzymaliśmy. Jeżeli nie będziemy kontrolowali szybkości na prędkościomierzu w samochodzie, ta prędkość będzie o 10, 20 kilometrów na godzinę większa i poniesiemy wtedy konsekwencje, tracąc kontrolę nad samochodem – zauważa gość Radia Lublin. 

– Każda informacja w postaci znaku na drodze ma przekazać, że na danym odcinku powinniśmy pewne rzeczy wziąć pod uwagę, na przykład ze względu na infrastrukturę, która nas otacza. To być może będzie przejście dla pieszych, troszeczkę większe natężenie ruchu, mogą się tam pojawić zwierzęta. Kierowcy nie do końca biorą to pod uwagę. Dla nich to jest jakby pewnego rodzaju ujma, że ktoś ich zmusza do konkretnego zachowania i po prostu jadą w swoim własnym stylu. A w pewnym momencie może się okazać, że nie jest on prawidłowy – dodaje Tomasz Cymer.

JB / opr. ToMa 

Fot. pexels.com

Exit mobile version