7700 kilometrów nadziei. Pedałuje przez całą Europę, by pomóc chorym dzieciom [ZDJĘCIA]

EAttachments96602128372e950affc69462c89af8f5e05af84 xl

69-letni Brazylijczyk Jose Castro przemierza Europę, by mówić o nowotworach u dzieci. Przemieszcza się gokartem pedałowym. Swoją podróż zaczął w Norwegii, a miejscem docelowym jest Portugalia. Dziś (28.07) Jose Castro odwiedził Lublin.

W rozmowie z reporterką Radia Lublin zdradził, jak przebiega podróż, ile kilometrów dotychczas udało się zrobić oraz opowiedział o całym projekcie.

CZYTAJ: Lubelskie: już wkrótce będzie można skorzystać z czeków turystycznych

– Moja podróż wiedzie z Przylądka Północnego (w Norwegii, jeden z najbardziej wysuniętych na północ punktów kontynentalnej Europy – red.) do Lizbony i liczy 7700 kilometrów. Wyruszyłem 10 maja i do tej pory pokonałem już 3450 kilometrów, czyli niemal połowę trasy. Dotychczas przejechałem przez: Norwegię, Finlandię, Estonię, Łotwę, Litwę i Polskę. Dalej moja droga wiedzie do Niemiec, a następnie przez Hanower, Amsterdam, Brukselę, Paryż i Santiago de Compostela aż do Lizbony. Głównym celem tej wyprawy jest zbiórka funduszy na rzecz dzieci chorych na raka – mówi Jose Castro.

– Jadę gokartem na pedały, wyprodukowanym w Holandii. Maksymalna prędkość to 8-9 kilometrów na godzinę, głównie z górki. Pokonuję około 50 kilometrów dziennie. Zdarzają się dni, że przejadę 70 kilometrów, ale nie zasze mi się to udaje. Któregoś dnia w Norwegii przejechałem tylko 12 kilometrów – opowiada Jose Castro. Jak dodaje, na trasie towarzyszyła mu też bardzo różna pogoda. – Podróż zaczynałem przy 4 stopniach Celsjusza, miałem trzy noce poniżej zera. A innego dnia było 30 parę stopni.
To już dobrze. 

– Każda inicjatywa, która pomaga ludziom, jest wyjątkowa. Tu mamy szczególną sytuację, gdzie osoba obca, z innego kraju przyjeżdża do Polski po to, żeby pokazać, że można w sposób przyjazny robić coś dobrego. Czyli zbierać pieniądze na konkretny cel, który pomoże innym ludziom – mówi prof. Tomasz Blicharski, kierownik Kliniki Rehabilitacji Uniwersytetu Medycznego w Lublinie.

– Ludzie są bardzo ciekawi mojej podróży. Najbardziej zainteresowane są jednak dzieci. Czasami znajduję chwilę, by się z nimi pobawić, a rodziców pytam, czy mogę je przewieźć. Na trasie spotykam naprawdę wspaniałych ludzi, pomocnych i życzliwych. Jestem bardzo szczęśliwy w Polsce. To mój pierwszy raz w tym kraju, a ludzie są tu naprawdę, naprawdę bardzo mili – stwierdza Jose Castro. 

– Cała idea polega na tym, że każda taka akcja gromadzi ludzi wokół jakiegoś konkretnego przedmiotu, przypadku, jakiejś choroby i pomaga całemu gronu ludzi zebrać środki. Ale przede wszystkim pomaga uwrażliwić ludzi na czyjeś nieszczęście. I to jest najważniejsze, co tego typu akcje przynoszą, bo pokazują, jak wygląda obraz świata z innej perspektywy. Że jest osoba chora, która potrzebuje tej pomocy, ale są też dobre osoby, które bezinteresownie będą reagowały w takiej sytuacji – zauważa prof. Tomasz Blicharski. 

– Pomysł polega na zbiórce funduszy. Ale nie zbieram pieniędzy w trasie. Polecam, żeby ludzie, którzy chcą wesprzeć, wchodzili na stronę internetową i tam dokonywali wpłaty. Wszystkie darowizny trafiają do Lions Club Poznań Rotunda, który później przekazuje je odpowiednim instytucjom. Gdy ludzie chcą dać mi pieniądze na trasie, mówię: „Nie, proszę zróbcie to przez stronę internetową”. Tak jest lepiej, bezpieczniej i pewniej – dodaje Jose Castro. 

Cała inicjatywa odbywa się pod nazwą Kilometers of Hope. Wesprzeć ją można na stronie lionsclubpoznanrotunda.org.  

Podczas swojego pobytu w Lublinie Jose Castro został nagrodzony medalem „Zasłużony dla kliniki rehabilitacji” USK nr 4 w Lublinie. 

InYa / opr. ToMa 

Fot. i film Inna Yasnitska

 

Exit mobile version