Naukowcy wykryli 8 gatunków pasożytów w pochówkach Chełmian sprzed 300 lat. U wielu osób wykryto wielopasożytnictwo, co mogło negatywnie wpływać na ich zdrowie, ale to nie jedyne wnioski, do których doszedł polsko-francuski zespół badaczy.
Badacze wzięli pod lupę pochówki z cmentarza odkrytego przypadkowo w 2012 roku podczas przebudowy sieci ciepłowniczej w Chełmie. Archeolodzy odsłonili tam niemal 300 grobów datowanych na okres od drugiej połowy XVII wieku do początku XIX wieku.
– W sumie przebadaliśmy próbki od 100 osób: ośmiorga dzieci, piętnastu nastolatków i siedemdziesięciu siedmiu dorosłych – mówi doktor Aleksandra Grzegorska z Wydziału Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Wyniki były bardzo ciekawe, ponieważ udało nam się odkryć osiem taksonów, osiem rodzajów pasożytów, co nie jest takie typowe. U wszystkich, absolutnie wszystkich badanych osób odkryliśmy jaja pasożytów. Czasami było ich więcej, czasami mniej. I bardzo często również zdarzało się tak, że u jednej osoby było kilka rodzajów tych pasożytów. Były to zarówno pasożyty u kobiet, u mężczyzn, u dzieci, tak naprawdę nie było tu rozróżnienia. Choć należy zaznaczyć, że akurat najmniej próbek udało nam się pobrać od małych dzieci.
CZYTAJ: Nowoczesne technologie we współczesnej archeologii [ZDJĘCIA]
Wysoka skala zachorowań wcale nie musiała jednak oznaczać tego, że Chełmianie zaniedbywali higienę. Miasto miało specyficzne położenie geograficzne na wzniesieniu, co utrudniało dostęp do czystej, bieżącej wody, a ówczesne latryny często zanieczyszczały miejskie studnie.
Jednak wspomniane badania to nie tylko historia chorób, ale również unikalny wgląd w menu naszych przodków. – Jeśli chodzi o dietę mieszkańców Chełma, mamy dowody, że spożywali roślinność wodną – opowiada dr Grzegorska. – Mieliśmy takie gatunki jak motylica wątrobowa. To jest taki pasożyt, który występuje na roślinach wodnych, na przykład rukiew wodna. Również możemy się nim zarazić, jeżeli wypijemy wodę z jakiegoś stawu, gdzie również dostały się na przykład odchody zwierzęce. Mieliśmy między innymi bruzdogłowca. To jest taki tasiemiec ryb. I jak sama nazwa sugeruje, jeżeli zjemy rybę, która jest niedopieczona, niedogotowana, być może solona, również możemy się zarazić takim pasożytem. Ten pasożyt występuje na przykład u szczupaka, miętusa, okonia, siei. Mamy pojedyncze przypadki, które dowodzą nam zjadania podrobów, które najprawdopodobniej były niedogotowane.
CZYTAJ: Zobacz twarze XIII-wiecznych mieszkańców Chełma. To efekt prac archeologicznych [ZDJĘCIA]
Co ciekawe, śladów po rybich pasożytach nie znaleziono u dzieci, co sugeruje, że ryb im po prostu nie serwowano. W sumie w przebadanych szczątkach znaleziono osiem różnego rodzaju pasożytów. A co sprawiało, że było ich tak wiele? – Najprawdopodobniej wynikało to z tego, że używano ludzkich i zwierzęcych odchodów jako nawozu – mówi doktor Aleksandra Grzegorska. – I to spowodowało, że tyle osób miało te pasożyty. Jakie inne wnioski? Mianowicie u kobiet znajdujemy więcej rodzajów pasożytów, co może się wiązać z tym, że kobiety pełniły troszeczkę inne role społeczne. Mogły na przykład przygotowywać posiłki. No i jak gotujemy, to bardzo często próbujemy, czy na przykład mięso jest gotowe. I w tym momencie mogło dojść do zarażenia pasożytem.
Choć wyniki badań i statystyka zachorowań na pasożyty w dawnym Chełmie mogą przerażać, to naukowcy przypominają, że nie była to kwestia lenistwa czy skrajnego brudu, ale między innymi trudnej codzienności ówczesnych mieszkańców Chełma.
Wspomniane badania sfinansowało Narodowe Centrum Nauki w ramach programu Preludium.
MaTo / opr. PrzeG
Fot. pexels.com
