To magazyn energii. Samochód elektryczny zasili dom

EAttachments5983640e87eddc53c3d0d082a449ffe22b82890

Wśród krytycznych opinii o samochodach elektrycznych zasilanych wyłącznie z baterii pojawia się i taka, że rosnąca liczba takich pojazdów zwiększy znacząco zużycie prądu z sieci. Tymczasem samochody elektryczne mogą okazać się ratunkiem dla naszych domostw, gdyby groził nam blackout. Dadzą też… zarobić.

O technologii „dwukierunkowego ładowania” Jacek Bieniaszkiewicz rozmawia z Andrzejem Gemrą, ekspertem ds. elektromobilności w Renault Polska:

Technologie V2G (Vehicle-to-Grid) oferował w 2017 roku w Japonii Nissan. Dwa lata później, już w Europie, Renault rozpoczęło testy modelu Zoe, z dwukierunkowym ładowaniem. W tym roku Holandia będzie poligonem testowym dla marek koreańskich, a Szwecja – niemieckiego VW. Doskonałymi efektami zasilania domów z samochodów elektrycznych pochwalili się już mieszkańcy wspólnoty mieszkaniowej w szwedzkim Hudiksvall. A skoro liczba samochodów napędzanych wyłącznie prądem doszła właśnie w Polsce do 150 tysięcy, to może i nas czeka przełom.

CZYTAJ: „Nie chcemy rozpychać się w przyrodzie”. Leśnicy o działaniach na terenie Puszczy Solskiej

Dzisiaj mówiąc o samochodach elektrycznych mamy na myśli ich cechę mobilną, natomiast samochód elektryczny to również magazyn energii elektrycznej, dzięki której ten samochód się porusza. Ten magazyn może służyć do magazynowania energii z odnawialnych źródeł, które są niestabilne, bo panele fotowoltaiczne produkują nam prąd, kiedy świeci słońce, wiatraki – kiedy jest wiatr. A kiedy wiatru nie ma i nie świeci słońce, nie ma tej produkcji. Ale energia zmagazynowana w czasie funkcjonowania tych odnawialnych źródeł może być właśnie zmagazynowana w samochodach elektrycznych, które mogą, wtedy gdy jest duże zapotrzebowanie, oddać tę energię elektryczną do sieci, do domu, mogą zasilać urządzenia, które możemy podłączyć do takiego samochodu elektrycznego. I w dużej skali mogą być takimi mobilnymi magazynami energii. Jeśli będzie ich odpowiednia ilość, to kiedy elektrownia węglowa przestanie funkcjonować z różnych względów, wszystkie razem mogą stanowić taki rezerwuar energii elektrycznej, która może być użyta do stabilizacji sieci energetycznej przez nawet dłuższy czas. Może zasilać wszystkie potrzeby, łącznie z fabrykami. To jest przyszłość elektromobilności. Ale oczywiście to jest efekt skali.

Tu już ocieramy się o perpetuum mobile, o coś, co działa bez ingerencji człowieka, choć człowiek będzie potrzebny, bo będzie musiał ten samochód podłączyć na przykład do domku, który trzeba zasilić.

CZYTAJ: Przetrwanie w czasie upałów. Jakie obowiązki ma pracodawca?

W tym samochodzie musi być ładowarka dwukierunkowa, żeby ten samochód mógł przyjmować i oddawać energię. Musimy mieć też taki wallbox dwukierunkowy, dzięki któremu będziemy mogli ładować nasz samochód, ale też dzięki któremu samochód elektryczny przez niego będzie mógł oddawać energię albo do domu, albo do sieci. Żeby to się spinało i żeby to było ekonomicznie opłacalne muszą istnieć jeszcze funkcje inteligentne. Chodzi o to, że dzisiejsze zapotrzebowanie energii jest różne w zależności od pory dnia, natomiast produkcja energii elektrycznej przez źródła klasyczne odbywa się cały czas, ale nie przez cały dzień jest podobne zapotrzebowanie. W związku z tym elektrownie ustalają tzw. dynamiczne ceny prądu. Wtedy, kiedy jest duże zapotrzebowanie, naturalnym jest, że te ceny są dosyć wysokie, natomiast kiedy nie ma tego zapotrzebowania, na przykład w nocy, kiedy mnóstwo urządzeń elektrycznych nie funkcjonuje, to elektrownie nie mając co z tą energią zrobić, mogą zaproponować odbiorcom nawet ujemne ceny, czyli korzystają z tego pierwszego elementu, czyli samochód, dwukierunkowe ładowarki, dwukierunkowy wallbox oraz dynamiczne ceny prądu. Możemy naładować się wtedy, kiedy mamy ten prąd w taryfach ujemnych, a oddawać, kiedy są te taryfy bardzo wysokie.

Cała rozmowa w materiale audio:

JB/ opr. DySzcz

Fot. pixabay.com

Exit mobile version