„Postawił ten szpital na nogi”. Dyrektor z Tomaszowa nie straci stanowiska

EAttachments9603380fb0daed3a7877a6d2be133496b1a19fe xl

Zarząd powiatu tomaszowskiego nie zgodził się na rozwiązanie umowy o pracę z dyrektorem szpitala powiatowego, Dariuszem Gałeckim. Mimo że ten sam o to wnioskował. Dyrektor tłumaczył, że nie widzi innego rozwiązania, po tym jak temat jego wysokich zarobków stał się tematem ogólnopolskiej dyskusji.

A zarobki to ponad 864 tysiące złotych rocznie brutto.

CZYTAJ: Tomaszów Lubelski: dyrektor szpitala zostaje na stanowisku

O konkrety i składowe wysokiej pensji nasza reporterka spytała głównego zainteresowanego, Dariusza Gałeckiego.

– 27 tysięcy złotych mam jako dyrektor szpitala. Brutto oczywiście. To wychodzi mniej więcej około 16 tysięcy złotych na rękę miesięcznie.

– Rocznie by wychodziło, ja już liczyłam, 324 tysiące złotych.

– Generalnie ze wszystkich swoich pochodnych ta kwota, jeszcze którą pani redaktor podała, jest może taka przerażająca, jak ktoś zobaczył te prawie 900 tysięcy, to oczy wielkie, milioner i tak dalej. Nieprawdą jest to, ja nie mam działalności gospodarczej, nie mam umowy cywilno-prawnej. Mam odbijane wszystkie pochodne typu podatek, ZUS, inne daniny, które są mi odbijane, oczywiście próg podatkowy i z tej kwoty tak naprawdę wychodzi mi 50 procent.

– Jest pan rozliczany tak jak inni lekarze na umowie o pracę.

– Tak zgadza się, to jest około 35-36 tysięcy na rękę. Ta kwota miesięcznie mi wpływa na konto.

CZYTAJ: Pracownicy ZUS protestują. Placówki nie będą obsługiwać przez 2 godziny

Zarząd Powiatu Tomaszowskiego nie zgodził się na rozwiązanie umowy z dyrektorem Gałeckim, ponieważ ocenia jego pracę bardzo dobrze. W opublikowanym oświadczeniu przeczytać można, że z racji niedoboru lekarzy ginekologów i położników dyrektor Gałecki podejmuje się dyżurów, by zapewnić ciągłość funkcjonowania oddziału i bezpieczeństwo pacjentek.

– Jego działalność tutaj w naszym szpitalu powiatowym w Tomaszowie postawiła ten szpital na nogi – uważa starosta tomaszowski Henryk Karwan.

– Dyrektor zarabia za dużo, czy nie? Jak się państwo do tego odnosicie?

– Odnosimy się do tego w ten sposób, że jeżeli nie będzie rozwiązań systemowych, które stworzą maksymalny pułap zarobków dla lekarzy, nie zrobią tego samorządy. Nie zrobi tego ani zarząd powiatu, ani starosta. Mamy przykłady w naszym tomaszowskim szpitalu rozmów z niektórymi lekarzami, że jeżeli nie dasz mi takiej kwoty, odchodzimy wszyscy na przykład. Więc tutaj dyrektor też ulega, ale dyrektor też jest lekarzem. Przeciętnie patrząc, na przeciętne wynagrodzenia, nie jest to mała kwota. Natomiast nikt systemowo tego nie rozwiązał. I jeszcze raz powiem, ani zarząd, ani starosta tego nie rozwiąże. Dla mnie ważniejsze jest w tym momencie zabezpieczenie usług medycznych. Dyrektor nie jest w pierwszej piątce najlepiej zarabiających lekarzy w szpitalu w Tomaszowie.

CZYTAJ: Planujesz podróż autem w upał? Sprawdź, co ze sobą zabrać

– Osiem dyżurów miesięcznie na oddziale ginekologiczno-położniczym, stacjonarnych, tam, gdzie jestem fizycznie na oddziale. Około siedmiu dyżurów pod telefonem, czyli na tak zwanym czuwaniu.

Musiałby pan pracować 300 godzin w miesiącu.

– Jest to zgodne z prawdą. Ja nigdy nie twierdziłem, że tak nie jest. Jestem dyrektorem od 7.30 do 15.05 średnio około 160 godzin, tak jak każdy pracownik. A licząc moje osiem dyżurów, które pełnię, około czterech, to te świąteczne 24-godzinne, to wychodzi 130, 140 godzin i suma z tymi 160 to wychodzi 300.

– Jeśli chodzi o zarobki lekarzy w Polsce, ma pan tu jakąś opinię, że za mało, za dużo?

– Mój komentarz jest taki, że lekarze w tym kraju zarabiają dużo i dobrze – przyznaje dyrektor Gałecki.

Były wieloletni dyrektor tomaszowskiego szpitala, Andrzej Kaczor, dziś radny powiatowy mówi, że nie miałby zastrzeżeń do zarobków dyrektora Gałeckiego, gdyby szpital był dobrze zarządzany.

– W mojej opinii nie jest – mówi Andrzej Kaczor. – Moje zdanie byłoby tutaj bez znaczenia, gdyby wyniki finansowe szpitala były dodatnie. Co do dyżurów, jest to kwestia zgody pana starosty, czy po dobie dyżuru, na przykład w niedzielę, 5-10 razy wstawaniu w nocy, pan dyrektor jest gotowy świadczyć pracę. System chory, bo wystarczy sprawdzić godziny dyżurów, kiedy kończy się dyżur w Lublinie o 8 rano i o 8 rano zaczyna w Tomaszowie i tam jest wynagrodzenie do 8 rano i w Tomaszowie jest od 8.00, więc nawet helikopterem nikt by się nie przemieścił. I to dotyczy nie tylko Tomaszowa, ale wszystkich szpitali, które muszą się ratować kolegami z dużych ośrodków, bo według wymogów funduszu szpital by nie mógł działać. Kiedy rozpoczynał działalność w 2022 roku pan dyrektor Gałecki zastał szpital z 5-milionowym budżetem netto, wynikiem finansowym za 2022 rok dodatnim. Przez trzy lata ponad 10 milionów straty i pierwszy kwartał tego roku 5 milionów 200 tysięcy straty.

CZYTAJ: Zabójcze upały i tropikalne noce. Alert najwyższego stopnia dla regionu!

– Nie wypłacono nadwykonań w kwocie 3,5 miliona złotych, więc wynik finansowy szpitala, mimo tej kwoty i tak jest tylko 693 tysiące na minus – wyjaśnia starosta Karwan. – Tam się pojawiała kwota 5 milionów 200 tysięcy wcześniej, to jest często poruszana, natomiast to była kwota, kiedy jeszcze nie wszystkie rozliczenia wpłynęły do szpitala. W sprawozdaniu finansowym, zatwierdzonym przez biegłego rewidenta, widnieje kwota 693 tysięcy złotych.

– Ale proszę zauważyć, że środki za porady specjalistyczne nielimitowane, szpital nie ma nadwyżki i nie robi nadwyżki, dlatego że nie ma lekarzy, a fundusz płaci za nielimitowane – odpowiada Andrzej Kaczor. – Nie płaci nadwykonań. Nie chce bronić funduszu, ale to jest normalne, jeżeli ktoś się umawia na przykład na płatność za 100 milionów na rok, to trudno, żeby płacił 130. To, że kiedyś płacił, znaczy miał środki, to było super. Natomiast dzisiaj powinno się tak planować, jaki ma się budżet.

Dodajmy, że Dariusz Gałecki, poza pracą w szpitalu, pełni też funkcję radnego powiatowego. Tyle, że nie w Tomaszowie, a w Hrubieszowie.

JN / opr. PrzeG

Fot. szpital-tomaszow.pl

Exit mobile version