Polka zachwyciła Francuzów. Maja Chwalińska zagra o tytuł French Open [WIDEO]

EAttachments9560222300cd6bcdc0c85fcf8b70ae3548ca8ba xl

Maja Chwalińska zagra jutro o triumf w finale wielkoszlemowego turnieju French Open. O sukcesie 24-letniej Polki, która zadziwiła tenisowy świat Józef Kufel rozmawia z Cezarym Gurjewem, dziennikarzem sportowym Polskiego Radia, specjalnym wysłannikiem Radiowej Jedynki na turniej rozgrywany na kortach imienia Rolanda Garrosa. 

JK: Szczypiemy się w lewe ramię, szczypiemy się w prawe ramię i ta rzeczywistość pozostaje niezmienna – piękna. Maja Chwalińska zagra w finale French Open. Nieznana do tej pory szerszej publiczności zawodniczka urodzona w Dąbrowie Górniczej pokonała w półfinale Rosjankę Dianę Sznajder, a wcześniej odprawiła z kwitkiem pięć innych rywalek w turnieju głównym i trzy w kwalifikacjach. To piękna – można powiedzieć –  romantyczna historia, jaką kochają kibice.

Maja gra w tenisa tak jak mało kto!

– Tak, romantyczna, bo jesteśmy w Paryżu. Zawsze o tej porze ludzie znad Sekwany ruszają do Lasku Bulońskiego na korty imienia Rolanda Garrosa w szesnastej dzielnicy. Oczywiście to dla nas wielka niespodzianka. Liczyliśmy, że Maja może przebrnie kwalifikacje. Do tej pory tylko dwa razy grała w głównej drabince wielkoszlemowych imprez, a w dodatku nigdy w Paryżu. Ja też zastanawiałem się, czy w trzeciej rundzie kwalifikacji pokona Holenderkę Suzan Lamens. Przebrnęła, ale przecież w pierwszej rundzie czekała na nią Qinwen Zheng, mistrzyni olimpijska, która przecież na tym korcie Philippe Chatrier zdobywała złoto dwa lata temu, a w półfinale wygrała wtedy z Igą Świątek. Maja zaskoczyła nas wszystkich. Wcześniej raczej ta dziewczyna nie była powszechnie znana. Trzy tygodnie spędzone w Paryżu zmieniły jej życie. Teraz, niezależnie od wyniku finału, będzie brała udział w ceremonii wręczenia nagród. Naprawdę zyskała uznanie francuskiej publiczności, nawet jak grała z (Francuzką – red.) Dianą Parry w drugim secie Francuzi zaczęli oklaskiwać Maję, bo jej styl gry tutaj zaprzecza wszystkiemu, o czym się mówiło w światowym tenisie od dwudziestu, trzydziestu lat. Zmienił się sprzęt, dawno już nie mamy rakiet drewnianych, a Maja przypomina o tym, że oczywiście przygotowanie fizyczne jest konieczne. to powinien być fundament, ale trzeba po prostu umieć grać w tenisa. Maja gra w tenisa jak mało kto – dodaje Cezary Gurjew.

Ona zachowuje się na korcie tak jakby rozgrywała partię szachów!

JK: Głowa na pewno też robi swoje. Dodatkowego smaczku nadaje tej historii fakt, że Maja pozbierała się po olbrzymich kłopotach życiowych. Przecież zmagała się z depresją. I dzięki najbliższym, dzięki ludziom, którzy w nią wierzyli, przezwyciężyła trudny czas, by znaleźć się na szczycie. To historia chyba istotna nie tylko w wymiarze sportowym, ale i społecznym.

– Tak, wielkie uznanie dla Piotra Szczypki, prezesa klubu BKT Advantage Bielsko-Biała, dla Aleksandry Musiał, która jest menedżerką Mai, a jednocześnie jej przyjaciółką. Spoglądając na Maję, patrzymy na taką „dziewczynę z sąsiedztwa”, która jest bardzo ciepła, szczera, lubi rozmawiać z ludźmi, nie jest zamknięta przed światem, jest naturalna, niezwykle opanowana. Mówiłeś o tych problemach Mai, ale przecież ona tutaj na korcie jakby rozgrywała partię szachów, jakby nad jakimś projektem, nad stołem kreślarskim wykonywała pracę z cyrklem, z linijką. W 1874 roku, a więc trzy lata przed Wimbledonem, major Wingfield opatentował grę w tenisa. Wymiary kortu są niezmienne od tamtego czasu, jego geometria jest powszechnie znana. A trener Kałuża, który przez 12 lat prowadził Maję, uczył ją wykorzystywać każdy fragment na korcie, żeby mogła trafiać piłką tam, gdzie tylko chce. I Maja zmienia rytm, potrafi piłkę podciąć, potrafi pięknie minąć, potrafi zagrać liftem, a więc rotacją awansującą. Diana Sznajder to rywalka naprawdę bardzo inteligentna, która w ćwierćfinale pokonała Arynę Sabalenkę, ale gdy wczoraj (04.06) rozegrała z Mają pierwszego seta, Diana wyglądała naprawdę na osobę zrezygnowaną, która nie miała sił. Jeszcze się poderwała. Wiemy, że Maja grała z kontuzją przywodziciela, że jest przeziębiona. Ola Musiał wczoraj zadbała o to, żeby Maja miała i imbir, i cytrynę, i miód. Maja niech się kuruje, ale na razie porwała serca wszystkich naszych rodaków, którzy są zachwyceni postawą tej dziewczyny. Spełnia swoje marzenia. Można pokonać samego siebie, można w coś wierzyć. Mówiąc żartobliwie, Maja przyjechała do Paryża na roboty na brudnej ceglanej mączce. Wyjeżdża stąd jako bardzo bogata osoba. Ale to dla niej nie jest najważniejsze, bo dla niej zawsze najistotniejsze były marzenia, żeby grać w największych imprezach. Zafascynowana jest wielką trójką tenisistów: Nadalem, Djokoviciem, a przede wszystkim Federerem. I na ceglanej mączce rzeczywiście gra podobnie jak jej idol – tłumaczy Gurjew.

JK: Jaki będzie scenariusz na jutro. Chyba nie ma rzeczy niemożliwych?

– Możemy się spodziewać od samego początku wielkiego ostrzału Mirry Andrejewej, ale musimy pamiętać o tym, że jak tylko będzie jedna czy druga szansa, Maja będzie mieszać swoje uderzenia, będzie wybijać z rytmu rywalkę. No i być może będzie tak, że podopieczna słynnej Hiszpanki Conchity Martinez może nie wytrzymać tej presji. Rosjanka będzie jutro faworytką, ale Mai daję bardzo duże szanse, jeżeli zachowa spokój, cierpliwość i będzie tak szaleć na tym korcie jak dotychczas. Oczywiście bądźmy wszyscy z Mają Chwalińską – dopowiada Cezary Gurjew.

Jutrzejszy (06.06) finał, w którym Maja Chwalińska zagra z Rosjanką Mirrą Andriejewą, zaplanowano na 15:00.

Korty Rolanda Garrosa są bardzo szczęśliwe dla polskiego tenisa, bo czterokrotnie we French Open triumfowała Iga Świątek.

JK / opr. AnKoś

Fot. PAP/EPA/MOHAMMED BADRA

Exit mobile version