Pierwszy tydzień przygotowań do kolejnego sezonu ekstraklasy mają za sobą piłkarze Motoru Lublin. Z zespołem pracuje już nowy trener Mariusz Misiura, który w poniedziałek po raz pierwszy spotkał się z lubelskimi dziennikarzami.
Wśród pytań dominowały te o kadrę drużyny, z której do tej pory odeszło 12 zawodników, a w ich miejsce pojawił się tylko jeden.
– Patrząc na ostatnie dni, ile tematów mamy otwartych i jak bardzo one są zaawansowane, jestem pod wrażeniem pracy dyrektora. Myślę, że w najbliższych dniach dołączy do nas kilku zawodników. Ale wydaje mi się, że teraz to jest fantastyczny moment, żeby zobaczyć tych, którzy mało grali, Bo nie zapominajmy, że podczas sezonu cały czas jest walka o punkty, żeby się utrzymać czy grać o europejskie puchary. Często kadra liczy 30 zawodników, a gra tylko 16 czy 17. Patrząc dzisiaj na kadrę, jaką dysponujemy, wydaje mi się, że jest kilku utalentowanych zawodników, którzy grali mniej minut. Uważam, że to jest fantastyczny moment dla nich, żeby mogli pokazać się na treningu, czy za chwilę w sparingu.
12 zawodników odeszło. Czy pan też w jakiś sposób uczestniczył w decyzjach personalnych dotyczących zawodników, którzy żegnali się z Motorem? I drugie pytanie: ilu tak naprawdę zawodników rozpoczęło z wami przygotowania, bo klub nie podał tej informacji oficjalnie?
– Nie miałem wpływu na te ruchy kadrowe. Prosto z samolotu z wakacji przyjechałem do Lublina i rozpoczęliśmy treningi. Trenowało 21 zawodników z pola plus 4 bramkarzy, Patrząc na liczbę piłkarzy, jest odpowiednia, żeby przeprowadzić dobry trening. Widząc, ilu zawodników kadra liczyła w poprzednim sezonie, na mnie nie robi wrażenia taka rotacja 10 czy 12 piłkarzy. Patrząc, kto dzisiaj jest do dyspozycji i jak ważne są to jednostki dla Motor Lublin, uważam, że solidny fundament jest cały czas na miejscu.
Czyli nie ma pan obawy dotyczącej tego, jak poskładać zespół, z którego dużo zawodników odeszło, a do startu rozgrywek niecały miesiąc?
– Bardzo kocham piłkę, oglądam praktycznie wszystkie spotkania w Ekstraklasie, śledzę na bieżąco co się dzieje we wszystkich zespołach, Nie widzę i w tym sezonie, i w poprzednim, i dwa sezony temu, żeby wszyscy chcieli mieć dopiętą kadrę dwudziestego któregoś czerwca. Tym bardziej, że w tym roku są mistrzostwa świata, więc wszystko na tym rynku będzie troszeczkę opóźnione. Zawodnicy zawsze na początku chcą szukać angażu w topowych pięciu ligach, dopiero jeżeli tam nie dostaną takiej szansy, będą próbowali gdzieś indziej. Uważam, że mądrością jest zachowanie dużego spokoju, zrozumienie jak w danym roku działa rynek, kiedy zawodnicy, którzy mogą wzmocnić drużynę, będą dostępni. Mam duży spokój i zaufanie do dyrektora, do prezesa, do osób, które tutaj zarządzają.
Jeśli chodzi o zawodników, miał pan listę życzeń, negocjując kontrakt z prezesem Jakubasem?
– Nie było żadnej listy, była rozmowa o tym, żeby zrobić wszystko, żeby wygrywać, żeby zrobić krok do przodu. Dla mnie zawsze najważniejsze jest środowisko. Nie lubię wróżenia z fusów, tylko każdego z nas można dzisiaj zweryfikować, co w miejscu, w którym był, zrobił, co osiągnął. Dla mnie najważniejsza jest współpraca z ludźmi. Rozpoczynając pracę w Zniczu Pruszków, była to drużyna, która w ostatnim sezonie przed moim przyjściem utrzymała się w ostatniej kolejce. W czasie naszej współpracy awansowała do pierwszej ligi i tam pozostała. A wielu zawodników z niej trafiło do Ekstraklasy. Rozpoczynając pracę w Wiśle Płock, to była drużyna, która w ostatnich dwóch sezonach spadła z Ekstraklasy i nie awansowała do baraży w pierwszej lidze. Kiedy kończyłem pracę w Wiśle, zajęła ósme miejsce w Ekstraklasie na ósmym miejscu, a jeszcze dwie kolejki przed końcem jako beniaminek biła się o europejskie puchary. Poza tym fantastyczne dwa transfery: Edmundssona do Serie A czy Nowaka do Slavii Praga. Dla mnie najważniejsze, żeby stworzyć silne środowisko, w którym drużyna będzie się rozwijała, w którym będzie robiła krok do przodu i wykreuje zawodników, którzy mogą gdzieś wyżej zapukać.
Wyszła trochę zabawna sytuacja – chciał pan Michała Króla mieć u siebie w Wiśle Płock. Michał Król poszedł do Płocka, a pan przyszedł do Lublina. Rozminęliście się, a transferu powrotnego chyba nie będzie…
– Zadzwoniłem do Michała i podziękowałem mu za zaufanie, za chęć naszej współpracy. Ale nikt z nas nie przewidywał, że tak się potoczą losy moje i Michała w kolejnych miesiącach. Życzę mu powodzenia. Wydaje mi się, że trafia do dobrej drużyny, która w jakiś sposób jest ukształtowana, która jest dalej głodna wygrywania, która zrobiła ogromny progres przez ostatnie dwa lata. Wydaje mi się, że trafił do dobrego miejsca i wierzę, że Wisła Płocka\ z nowymi władzami, z nowym sztabem dalej będzie robiła progres.
Panie trenerze, jeśli chodzi o Wisłę, mówił pan niedawno, że jest bardzo mocno związany z tym klubem. Nawet pytany o ewentualne odejście do Pogoni Szczecin, mówił pan, że chce odpłacić za zaufanie, które dostał w Płocku. Ale wszystko się wywróciło w ciągu kilku tygodni. Przeglądałem, co kibice w Płocku piszą i część z nich jest rozczarowana czy czuje się nawet w jakiś sposób oszukana.
– – Nie ma się wpływu na wszystko i nie wiesz tak naprawdę, co się wydarzy w twoim klubie. W ciągu dwóch, trzech, czterech tygodni dochodzi do zmian właścicielskich, zmiany prezesa, dyrektora, wizji klubu. I teraz, jeśli masz wziąć za to odpowiedzialność, musisz w to wierzyć. Uważam, że czymś gorszym byłoby zostać w czymś, w co się nie wierzy i za trzy czy cztery miesiące przy niekorzystnych wynikach uciekać od odpowiedzialności, mówiąc: „wiedziałem, że tak będzie”. To wtedy ludzie powiedzą: „czemu nie zareagowałeś wcześniej”. Myślę, że powinno dać do domyślenia, że po mojej rezygnacji za chwilę rezygnację składają: prezes, dyrektor, szef finansów. Wydaje mi się, że nie trzeba być geniuszem, żeby połączyć pewne kropki i zrozumieć jaka była prawda.
Czy kibice Motoru mogą się obawiać, że przy ofercie z Pogoni Szczecin opuści pan Lublin?
– Myślę, że nie. Bardzo rzadko trener przechodzi do innego klubu w czasie trwania kontraktu. Ale czymś normalnym jest, że robią to piłkarze. Uważam, że musimy zrozumieć, iż taki jest dzisiaj rynek, są kupowani piłkarze, są kupowani trenerzy. Jestem bardzo wdzięczny prezesowi Jakubasowi za to zaufanie. Pamiętam naszą ostatnią konferencję w Lublinie, w sezonie kiedy zrobiliście awans do Ekstraklasy. To było trzy czy cztery kolejki do końca i nie było pewne, czy będziecie w barażach. Ja wtedy już miałem podpisany kontrakt w Warcie Poznań. Wydawało się, że mi było bliżej do Ekstraklasy niż Motorowi, a wszystko się tak wywróciło, że to Warta Poznań spadła, a Motor wygrał w barażu i trafił do Ekstraklasy. Trudno zawsze przewidzieć, co się wydarzy w kolejnych dniach. Często tutaj przyjeżdżałem na zaproszenie Gonçalo Feio, oglądać mecz, oglądać poszczególnych przeciwników. Zawsze mi się tutaj podobało, podobała mi się atmosfera, podobało mi się to, co tutaj się dzieje i jestem szczęśliwy, że tutaj trafiłem.
Nie da się ukryć, że trener Stolarski zbudował w Lublinie coś trwałego, co pozostaje w kibicach, którzy po części nie rozumieją też tej decyzji prezesa Jakubasa. Czy w panu jest odczucie, że trzeba będzie na zaufanie kibiców troszkę popracować?
– Ja to doskonale rozumiem, bo mogę to samo powiedzieć o swoim odejściu z Wisły Płock. Doskonale rozumiem tę sytuację, ale ja z nią jakby nie miałem nic wspólnego. Myślę, że w karierze trenera i zawodnika zmiany klubów są nieuniknione, są po prostu częścią tej dyscypliny.
A w sobotę (27.06) piłkarze Motoru Lublin pokonali Dynamo Bukareszt 3:1 w rozegranym w Nowinach swoim pierwszym meczu sparingowym. Rumuńska drużyna objęła prowadzenie w 26 min. po bramce Alexandru Popy. Motor wyrównał trzy minuty później po strzale samobójczym piłkarza Dynama. W drugiej połowie bramki dla Motoru zdobyli Fábio Ronaldo w 66 min. i Filip Luberecki w 77 min.
JK
Fot. Krzysztof Radzki / archiwum
