Po niemal czterech latach pracy w Motorze Lublin trener Mateusz Stolarski decyzją właściciela klubu Zbigniewa Jakubasa zakończył misję w zespole „Żółto-biało-niebieskich”. – Odchodzę z dużą wdzięcznością – mówi w specjalnej rozmowie z Radiem Lublin szkoleniowiec, który po 32 latach wprowadził lubelską drużynę do ekstraklasy.
Przygoda trenera Mateusza Stolarskiego z Motorem Lublin dobiegła końca. Jakie odczucia teraz panu towarzyszą, patrząc na drogę, którą pan przebył z drużyną w ciągu prawie czterech lat?
– Duża wdzięczność za czas, jaki przyszło mi przeżyć w Lublinie. Cztery lata temu, kiedy dołączałem razem z trenerem (Gonçalo) Feio do Motoru, byliśmy na zakręcie. Myślę, że po tych czterech latach zostawiam klub w dobrym miejscu. Mam nadzieję, że wszystkie rzeczy, które się wydarzyły w tym ostatnim czasie, będą kontynuowane. Bo już nie jestem trenerem Motoru, ale pozostaję jego kibicem – deklaruje Mateusz Stolarski.
Można powiedzieć, że w pewnym momencie został pan rzucony na głęboką wodę, ale nie utonął, a wręcz przeciwnie, wypłynął z Motorem na powierzchnię…
– Moje hasło „no risk, no story” wiąże się z naszą pracą. Zaryzykowałem, to ryzyko, się opłaciło, klub też ryzykował i jemu też się opłaciło. Bardzo się cieszę, że odchodzę stąd jako trener z poczuciem dobrze wykonanej pracy. Bo po tym jak oceniana jest moja praca, nie będę kłamał, jeśli powiem, że odchodzę stąd jako wygrany i człowiek, który może czuć się w jakimś stopniu usatysfakcjonowany tym, co osiągnął z klubem – mówi Mateusz Stolarski.
Spełnił się pan w Motorze i dużo się tutaj nauczył?
– Tak, oczywiście. To była moja pierwsza praca w roli pierwszego trenera na zawodowym poziomie i doświadczenia z klubu dały mi bardzo dużo. To fajne doświadczenia, które będę wykorzystywał w przyszłości – stwierdza Mateusz Stolarski.
Chyba sporo wsparcia pan też otrzymał w ostatnich dniach od lubelskich kibiców?
– Tak. To wsparcie otrzymywałem zawsze. Naprawdę, czułem, że jestem jednym z was (kibiców – red.). I nie zostałem mocno zaskoczony tym, jaki był odbiór mojego zakończenia pracy z Motorem, bo to wsparcie było przez cały okres mojej pracy w Motorze – mówi Mateusz Stolarski.
Co z Lublina pan ze sobą zabiera – jakie wspomnienia, jakie myśli?
– Na pewno pana (red. Józefa Kufla na antenie Radia Lublin – red.) komentarz po bramce Jacques Ndiaye na 2:1 to jest coś, co zostanie ze mną na zawsze – uśmiecha się Mateusz Stolarski. – Na pewno mecz barażowy z Górnikiem Łęczna, półfinał (barażu o ekstraklasę – red.), który był niesamowity. Ponadto zwycięstwa z Wisłą Kraków na wyjeździe, z Lechem Poznań na wyjeździe, niesamowity mecz z Legią Warszawa w Lublinie (zakończony remisem) 3:3, zwycięstwo na Radomiaku i zajęcie historycznego (siódmego – red.) miejsca w Ekstraklasie, podwójne nagrody trenera miesiąca w Ekstraklasie, pełny stadion Motoru Lublin, drużynę, atmosferę, relacje w klubie, jakie tu zastałem. Można odpowiadać na to pytanie bardzo, bardzo długo i to tylko potwierdza to, jak dobrze się tutaj czułem i jak będę bardzo miło wspominał ten czas.
Myślę, że została stworzona bardzo pozytywna atmosfera wokół lubelskiego klubu i mieszkańcy Lublina zaczęli się z Motorem identyfikować. Wcześniej oczywiście była grupa sympatyków klubu, ale w pewnym momencie zaczęło się na szerszą skalę umiłowanie Motoru…
– (Cztery lata temu – red.) z Gonçalo Feio zaczęliśmy dwoma meczami na wyjeździe potem było spotkanie u siebie. Było 1200 kibiców. Kończę tę przygodę, gdy klub ma średnią frekwencję na poziomie chyba około 12 tysięcy – cieszy się Mateusz Stolarski. – Jak najbardziej istnieje więc utożsamianie się z „Niezniszczalnymi”, z tożsamością, którą Motor osiągnął w ostatnich latach. Pozostaje się cieszyć, że nie zostawiam tylko wyników, ale także jakąś ideę, drużynę, której jednak już nie ma. Przed władzami klubu bardzo ważne zadanie, jak zrobić, żeby kibice równie tak mocno utożsamiali się z drużyną jak z „Niezniszczalnymi” – stwierdza Mateusz Stolarski.
Przekazał mi pan w prywatnej wiadomości, że czuje, iż jeszcze kiedyś do Motoru wróci.
– Bardzo bym tego chciał. Mam 33 lata i jeżeli nadejdzie moment, w którym Motor będzie potrzebował mojej osoby na stanowisku pierwszego trenera, a ja będę widział taką przestrzeń, to na pewno najważniejszą rzeczą nie będzie kontrakt, tylko będę chciał pomóc klubowi – zapowiada Mateusz Stolarski. – Wprowadziłem klub do Ekstraklasy, ustabilizowałem go w tej lidze, ale myślę, że spokojnie można wprowadzić ten klub do europejskich pucharów.
Obecnie jest pewien żal, że tak to się kończy?
– ?Nie, to jest część mojej pracy i właściciel klubu ma prawo o każdej porze dnia podjąć każdą decyzję, tak samo jak ja zawsze mogę zmienić auto. Nie mam żalu, a bardziej poczucie niedokończonej misji – dodaje Mateusz Stolarski.
JK / opr. ToMa
Fot. Iwona Burdzanowska / archiwum
