Georadar na Górze Trzech Krzyży i Zamku Esterki. Co odkryli archeolodzy? [WIDEO]

EAttachments9596174162d7da2a5eb1fe14a286836bce929c4 xl

Wczoraj (22.06) Górę Trzech Krzyży w Kazimierzu Dolnym, dziś (23.06) Zamek Esterki w Bochotnicy prześwietlali georadarem archeolodzy. Chodzi o sprawdzenie, co kryje się pod powierzchnią tych terenów. W planach są także prace wykopaliskowe na Powiślu Lubelskim. 

O szczegółach nasz puławski korespondent i jego gość, dr Łukasz Miechowicz, archeolog z Instytutu Archeologii i Etnologii Polskiej Akademii Nauk.

Ostatnie dwa tygodnie to intensywna praca na Górze Trzech Krzyży w Kazimierzu Dolnym. Warto było? Efekty rekompensują trudy wspinaczki?

– Jeżeli chodzi o wyniki badań i czy było warto, Góra Trzech Krzyży jest bardzo istotnym elementem miasta Kazimierz Dolny, także pod względem historycznym. Były przeróżne domniemania, co mogło się na niej znajdować. Już od początku XX wieku były różne przypuszczenia, że mogło być tam grodzisko wczesnośredniowieczne. Znajdowano tam fragmenty ceramiki. Nawet została wprowadzona do literatury w latach 50. jako grodzisko. Z drugiej strony historycy wątpili w to, ale podkreślali, że mamy te trzy krzyże, więc prawdopodobnie było to miejsce, gdzie znajdował się cmentarz choleryczny albo te krzyże były ustawione na pamiątkę epidemii. Część historyków podejrzewała, że mogły się tam znajdować jakieś ślady zabudowy obronnej, bo aż się o to prosi. Mamy też opisy w źródłach o kopcach, które znajdowały się na Górze Trzech Krzyży. Prawdopodobnie czy być może było to cmentarzysko kurhanowe, później te kopce wykorzystywano jako znaki graniczne.

Te wątpliwości udało się rozwiać?

– Tak i nie, bo na dobrą sprawę mamy teraz więcej pytań niż odpowiedzi.

Bo najpierw były badania wykopaliskowe.

– Tak. W ogóle celem badań wykopaliskowych było zweryfikowanie tego, co znajduje się na krańcu skarpy, która od jakiegoś czasu jest bardzo mocno wymywana przez wodę. W 2023 roku woda odsłoniła po ulewie szkielet dziecka. Teraz, w czerwcu, jeden z przewodników kazimierskich znalazł tam wymytą czaszkę. Został powiadomiony konserwator zabytków, który zwrócił się do nas razem z miastem (przez to, że blisko prowadzę wykopaliska, mamy ekipę), żebyśmy rozpoznali to miejsce takim małym wykopem 2×2 i sprawdzili, co tam jest. Woda wymyła również zaciemnienie u podstawy dzisiejszych krzyży. Też było podejrzenie, że być może jest to obiekt archeologiczny. Te dwa miejsca zostały zweryfikowane.

Znaleziono dwa szkielety dziecięce.

– W pierwszym wykopie odkryliśmy dwa szkielety dziecięce. Jeden należy do niemowlęcia. Drugie dziecko wydaje się, że było w wieku między rok a dwa. Dopiero antropolog dokładnie określi wiek. XVI-XVII wiek – tak wstępnie datuje z tego względu, że drugie dziecko miało trumnę, która zachowała się z długimi gwoździami kutymi. Zaś pod czaszką odkryliśmy kilkadziesiąt paciorków szklanych, takich charakterystycznych dla okresu wczesnonowożytnego, które prawdopodobnie zdobiły czepek. To dziecko miało czepiec na głowie. To jest takie pierwsze jakieś już sensowne datowanie. Wydaje się, że albo tam jest jakieś większe cmentarzysko i mamy po prostu część dziecięcą, albo chowano tam małe dzieci. Być może związane było to z tymi krzyżami. Doczyściliśmy też strop tego zaciemnienia. Moja pierwsza myśl była taka, z tego, co słyszałem od wszystkich, którzy nas odwiedzali, że tam, na Górze Trzech Krzyży paliło się tyle ognisk, to może być po prostu ślad po ognisku, ale jest to obiekt archeologiczny. Też nowożytny. W jego stropie znaleźliśmy dwie srebrne monety z pierwszej połowy XVII wieku oraz kilka fragmentów naczyń glinianych. Ale to rozpoznanie nie przewidywało dalszego kopania. Jest to część czegoś większego. Prawdopodobnie coś tam stało. Budynek, kapliczka. Nie wiem. To trzeba teraz rozpoznać szerzej wykopaliskowo.

Ale wczoraj na Górze Trzech Krzyży były także badania georadarowe.

– Tak, wczoraj, więc nie za wiele możemy powiedzieć z kolegą Robertem na temat ich wyników poza tym, że coś się dzieje. Rzeczywiście mamy zarysy, anomalie, które mogą poświadczać istnienie tam reliktów architektury. I to jest rewelacja. Mamy też zarys takiej okrągłej anomalii, która idealnie pasuje do dużego kopca, który mógł tam się kiedyś znajdować. Teraz wypada to potwierdzić archeologicznie nawet malutkimi sondażykami, żeby ustalić czym te anomalie są. Ale mogę powiedzieć tyle, że jest bardzo ciekawie i bardzo intrygująco. Wygląda na to, że to wzgórze nie było puste, tylko rzeczywiście znajdowały się tam różne obiekty archeologiczne.

A dzisiaj aktywnie pracujecie w Bochotnicy. To Zamek Esterki.

– Było takie zalecenie konserwatorskie, żebyśmy zbadali też dziedziniec, wewnętrzną część Zamku Esterki w Bochotnicy, który jest bardzo zapomnianym zabytkiem. Zaniedbanym, bo te mury się kruszą i rozsypują. Tak naprawdę jest to niezwykle urokliwe miejsce. Po prostu rewelacyjne dla ruchu turystycznego, ale mało kto o nim wie.

Jakie to jest miejsce pod względem archeologicznym?

– Tutaj przez dwa sezony były prowadzone badania archeologiczne przez Politechnikę Wrocławską. Wyniki tych badań zaginęły, ale ukazał się króciutki artykuł i wiemy, że zamek zbudowano w połowie XIV wieku. Prawdopodobnie należał do protoplastów rodu Firlejów. Funkcjonował przez XV wiek do początku XVI wieku, kiedy został rozbudowany w większą rezydencję. A w drugiej połowie XVI wieku był już opisywany jako popadający w ruinę. Wiemy, że był otoczony wąwozami, które stanowiły rodzaj suchej fosy. Tutaj prawdopodobnie był taki długi, wysoki pomost sięgający przeciwległego brzegu wąwozu. Najstarsze nawarstwienia wedle tych badań, tego artykuliku, daty sięgają XIII wieku. Czyli zanim postawiono tu pierwszy murowany zamek, prawdopodobnie istniał tu gród ziemny. Gródek rycerski być może. Ta część wewnętrzna jest mocno pozapadana. Dokładnie nie wiemy, gdzie były te wykopy. Wiemy, że było ich cztery albo pięć. Być może część z tych zapadlisk jest po dawnych wykopach archeologicznych, niezlokalizowanych w terenie, albo są to po prostu piwnice czy pomieszczenia, które zapadły się. Mamy nadzieję, że odpowiedź da nam na to georadar.

Spodziewamy się pomieszczeń tutaj, pod naszymi stopami?

– Z tych dawnych badań wiemy, że były tutaj jakby dwa domy, południowy i północny, przylegające do murów. One miały pomieszczenia. Prawdopodobnie powinniśmy je uchwycić na georadarze. Jeżeli było coś pod dziedzińcem, to też to znajdziemy. Myślę, że mamy tutaj coś w rodzaju piwnic, lochów, zapewne nie legendarne wejście do tunelu idącego do zamku w Kazimierzu, bo jest taka lokalna legenda o tym, że tutaj mieszkała kochanica króla Kazimierza Wielkiego i wędrowali do siebie tunelem, ale każdy zamek ma taką legendę o tunelu.

A może to nie legenda? Żyjmy trochę marzeniami.

– Zawsze możemy żyć marzeniami, czemu nie?

Kto wie, być może taki tunel uda się odkryć. Dziś Bochotnica, ale plan na badania wykopaliskowe na ten sezon bardzo bogaty.

– Od 1 lipca wracam do Chodlika z zespołem badawczym, ze studentami z trzech uniwersytetów – z Poznania, z Torunia, z Gdańska – i kopiemy osadę tuż przy wałach grodziska w Chodliku, gdzie jesienią stanie wieża widokowa. Ale jest to też bardzo ciekawe miejsce pod kątem naukowym, gdyż to takie podwyższenie przylegające bardzo blisko, wręcz do fosy grodu, gdzie wcześniej znaleźliśmy też bardzo dużo fragmentów naczyń glinianych, tam powinna być zabudowa. Zaś jesienią wracamy na cmentarzysko też do Chodlika. Ukończymy badania takiego cmentarzyska w lesie chodlikowskim, które jest jedynym znanym miejscem na Słowiańszczyźnie Zachodniej, które ma takie zróżnicowanie grobów wczesnośredniowiecznych ciałopalnych. Mamy groby na powierzchni rozsypane, groby płaskie w różnych formach, tak zwane domy zmarłych, kurhany, wszystko w jednym miejscu. Ale zbadamy też, w innym lesie powiślańskim, pewną wydmę, na której dzięki badaniom z wykrywaczami metali odkryliśmy bardzo elitarny zabytek, wczesnokarolińską ostrogę z końca VIII, IX wieku, która wygląda na oryginalny import, który tutaj przybył gdzieś z dalekiego zachodu. Fragmenty naczyń glinianych w środku lasu, wydma na bagnach. Jest to bardzo intrygujące, bo nie mamy zielonego pojęcia, co tam jest oraz co ta ostroga i te zabytki tam robiły. Nieopodal znaleźliśmy nożyk wolutowy, też jedyny w Małopolsce zabytek VIII wieku, które w ogóle są niezwykle rzadkie, niespotykane. Więc mamy takie bardzo intrygujące miejsce do rozpoznania. To może być coś naprawdę niesamowitego.

Badania wykopaliskowe w Chodliku mają rozpocząć się 1 lipca. 

ŁuG / opr. WM

Fot. Łukasz Grabczak

Exit mobile version