Ekspert o patostreamingu: Szczególnie narażone są osoby młode

EAttachments6606375ee98a5de2cecc98e7a474eee8ef56502 1

Patostreamy w Internecie będą zakazane – tak zdecydował Sejm. Projekt został przegłosowany niemal jednomyślnie. Plan zakłada, że za publiczne transmitowanie lub publikowanie w sieci czynów zabronionych będzie grozić kara od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

Patostreamy to poważny problem, ponieważ w dużej części ich odbiorcami są młodzi ludzie. Początków tego zjawiska można szukać w telewizji, kiedy pojawiły się pierwsze reality show, jak np. Big Brother. Od tego czasu przekraczanie granic w publikowanych treściach tylko się pogłębia – uważają specjaliści.

O niebezpiecznym zjawisku mówi socjolog, profesor Robert Szwed z Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego w rozmowie z naszą reporterką, Karoliną Ryniak.

Czemu ludzie wykazują tak duże zainteresowanie tego typu transmisjami? To jest znieczulica, traktowanie transmisji na żywo jako interaktywnej gry. Co nas do tego skłania?

– Wydaje się, że ta motywacja wyrasta z naturalnej potrzeby człowieka do tego, aby rozejrzeć się i znaleźć coś, co nas szokuje, co chcielibyśmy poznać, ale nie możemy tego zrobić. Dla jakiejś części społeczeństwa to jest bardzo ważna motywacja i punkt wyjścia. Po prostu lubimy podglądać i w tym sensie taki patostreaming nie jest też niczym niezwykłym, bo to zaczęło się od telewizji, które transmitowały to, co się działo w domu na przykład Big Brothera. To skupiało przeogromną publiczność i na bazie tego zainteresowania staliśmy się, czy zaakceptowaliśmy tego rodzaju transmisje i to, że to stało się, staje się i jest częścią naszego życia, wobec tego nie powinniśmy przed tym zakrywać oczu. To bałamutne twierdzenie, ale jednak taki patostreaming po prostu przyciąga uwagę przez swoją niezwykłość i obrazy, których na co dzień nie widzimy.

Czy możemy określić, kim jest taki typowy odbiorca patostreamów i dlaczego płaci za to, by oglądać tak naprawdę poniżanie innych?

– Trudno tutaj odwołać się do jakichś bardzo konkretnych działań, natomiast jeśli chodzi o te osoby, które tego typu transmisje organizują, wskazuje to na ich z reguły pewną słabszą pozycję ekonomiczną, społeczną, na rynku pracy. To bardzo często są osoby wykluczone, które w ten sposób starają się zbudować swoją pozycję, pojawić się, przyciągnąć uwagę i ostatecznie zmonetyzować to. Być może taki przekaz jest robiony dla tych, którzy są zmarginalizowani, są gdzieś na poboczu, oni też przede wszystkim są odbiorcami. To znaczy takie osoby, które czują, że pewnych rzeczy robić nie wypada, mają takie naturalne skłonności, wówczas to one stają się pierwszymi naturalnymi odbiorcami. Ale tego typu treści przyciągają uwagę również innych osób, w tym szczególnie należy podkreślić młodych, dla których takie rzeczy są zupełnie niezwykłe, szokujące, a że młodzi ludzie poszukują przeróżnych obrazów, to ta grupa jest szczególnie narażona i ona stanowi dość obszerną klientelę tego rodzaju transmisji.

Czy można powiedzieć, że takie filmy powstają tylko po to, żeby generować odsłony, a już nie liczy się treść tego, co umieszczamy w Internecie? Obserwujemy to już od dłuższego czasu. Ale do którego momentu może to dojść? Gdzie jest granica? Właściwie to jest nie do pomyślenia, żeby z tego tytułu, że kogoś się hejtuje albo obraża i poniża, jeszcze zarabiać pieniądze.

– Niestety tego typu granic nie ma i wydaje się, że one są ruchome. To, co jeszcze 100 lat temu wydawało się czymś niedopuszczalnym, nieakceptowalnym, pokazanie fragmentów nagości na ekranie wywoływało przeróżne kontrowersje. Natomiast w tej chwili i język debaty publicznej, i te wiadomości, którymi jesteśmy bombardowani, które są pełne przemocy, wypadków, czegoś, z czym nie chcielibyśmy się mierzyć na co dzień, to wszystko ośmiela, zachęca tych, którzy są takimi patostreamerami, aby być może na tym zarobić. A więc te motywacje są zapewne dwie. Z jednej strony zdobyć rozgłos, uwagę w ramach mediów społecznościowych, być może przenieść to na życie poza mediami społecznościowymi. A druga motywacja jest po prostu taka, żeby zarobić pieniądze. Rzeczywiście w tym sensie treść prawie w ogóle nie ma znaczenia. Ważna jest forma, ważne jest to, żeby przyciągnąć uwagę i żeby ci, którzy oglądają tę transmisję, pozostali w niej do końca. 

Czy pana zdaniem istnieją jakieś skuteczne metody walki z tym zjawiskiem? Jakie powinny być rozwiązania systemowe? Dlaczego tak trudno pociągać twórców patostreamingów do odpowiedzialności?

– W Polsce i w różnych częściach świata toczy się dyskusja nad tym, jakie treści powinny i nie powinny być udostępniane. Jak wiemy, jakiekolwiek regulacje w tym obszarze wywołują po pierwsze spór polityczny, po drugie część osób za chwilę pojawi się i będzie mówiła: mamy do czynienia z cenzurą. Osobiście jestem przeciwnikiem tego rodzaju myślenia, ale rozumiem problemy z tym, jak unormować tę sytuację, która z pewnością jest trudna do akceptacji dla tych, którzy rozumieją to zjawisko i jego konsekwencje. Bardzo wiele osób po pierwsze ciągle nie ma świadomości, na czym polega algorytmizacja działalności platform, że chodzi o przyciągnięcie uwagi, chodzi o monetyzację, chodzi o zarobek. A więc należy tłumaczyć po pierwsze sposób działania różnego rodzaju mediów, w tym przede wszystkim mediów społecznościowych, z drugiej strony konsekwencje, wyjaśniać, z czym to się wiąże, jakie wzorce stają się częścią naszej rzeczywistości publicznej. Bo okazuje się, że jeśli ktoś ogląda, to bardzo często myśli sobie: a więc takie zachowania są dopuszczalne, bo w końcu ja przed chwilką widziałem je w Internecie. A więc brak reakcji i brak edukacji, która tutaj powinna być głównym narzędziem uświadamiania odbiorców, może prowadzić do tego, że pojawią się i będą pojawiali się nowi patostreamerzy, a granice mogą zostać przesunięte jeszcze bardziej. Oby nie zakończyło się to w pewnym momencie jakimś performancem, który doprowadzi do takiej straty, z którą będzie trzeba coś zrobić.

Mówił pan, że najbardziej narażeni na tego typu treści są młodzi ludzie i to jest faktycznie niebezpieczne. Jak rozpoznać, że dzieci uczestniczą w takim zjawisku, oglądają patostreamingi i jak najlepiej interweniować powinni rodzice czy opiekunowie?

– Jeśli dostrzeżemy, że nasze dziecko zachowuje się nagle jakoś bardziej agresywnie, w sposób nieopanowany, niekontrolowany, zaczyna używać języka, którego do tej pory nie używało, to oczywiście to jest pierwszy sygnał do tego, żeby przyjrzeć się i porozmawiać z dzieckiem. Nieustanny kontakt i rozmowa z dziećmi i naświetlanie tego problemu i wielu innych to jest podstawowy obowiązek. Wydaje się, że zbyt łatwo akceptujemy to, że nasze dzieci zapewne są odpowiedzialne i pewnych rzeczy nie robią. To jest naturalne wyobrażenie wszystkich rodziców, natomiast prawda jest taka, że gdzieś ta klientela się znajduje. Jeśli rodzic nie jest w ciągłej komunikacji ze swoim dzieckiem, nie wie, co się w jego życiu dzieje, to może się okazać, że to dziecko nie tylko jest odbiorcą treści, ale w pewnym momencie staje się źródłem tego rodzaju treści i samo zaczyna nagrywać tego rodzaju filmiki. Dlatego tak ważna jest rozmowa. Rozmowa na poziomie najpierw rodziny, później w szkole i na poziomie życia publicznego. Tego rodzaju potępienie działań patostreamerskich powinno być wspólne i tu nie powinno być żadnych wątpliwości, że mamy do czynienia ze zjawiskiem złym, bardzo niekorzystnym na poziomie i indywidualnym, i na poziomie całego społeczeństwa.

Czy platformy internetowe nie robią zbyt mało, żeby blokować tego typu treści? Blokują różne, ale akurat tutaj wydaje się, że jest jakaś bezsilność.

– Wydaje się, że korzystają z tego prawa, w którym mamy wolność do wyrażania poglądów, nawet jeśli one ocierają się o przestępstwa. Tam, gdzie obserwujemy zachowania przestępcze, natychmiast powinny być i są zresztą uruchamiane służby, które temu przeciwdziałają. Ale mamy w tej chwili do czynienia z problemem i to na całym świecie. To znaczy, czy moderować, czy fact-checkingować, czy wkraczać w sferę, która do tej pory jest zarezerwowana dla wolności indywidualnej nadawców i wolności odbiorców. Niestety zbyt wiele jest współcześnie na świecie tego rodzaju populizmów, które mówią: nie, nie należy wkraczać w tę sferę, każdy powinien być odpowiedzialny na swoją miarę. Dopóki nie pojawi się powszechna świadomość tego, że tego rodzaju działalność nie powinna być ograniczana tylko do sfery wolności, tego, że ktoś może mówić na co ma ochotę i robić na co ma ochotę, ale to wkracza w naszą nie tylko prywatność, ale poczucie bezpieczeństwa na poziomie mikroskali i na poziomie makrospołecznym, póki nie będzie konsensusu w tym obszarze, dopóty tego rodzaju rozwiązań, które byłyby uniwersalne i na skalę na przykład ogólnopolską, tego rodzaju działania się nie pojawią, tego typu działalność będzie dalej się toczyć. Należałoby i należy to ograniczyć i to w znacznym stopniu już dzisiaj.

Przegłosowany dziś projekt zakłada również, że nie będzie można rozpowszechniać przemocy wobec zwierząt i promować nielegalnego hazardu.

RyK / opr. WM

Fot. archiwum RL

Exit mobile version