Aż 6 zawodniczek pożegnało się po tym sezonie z drużyną piłkarek ręcznych PGE MKS-u El-Volt Lublin.
Jedną z nich jest dotychczasowa kapitan Dominika Więckowska. W lubelskim zespole grała od grudnia 2019 roku, początkowo na zasadzie wypożyczenia: – Przyszłam w trakcie sezonu, początkowo miało być to wypożyczenie, ale chyba sprawdziła się ta moja wizja w zespole. Klub mi zaufał i stwierdził, że chce żebym występowała w jego szeregach. Z czego byłam bardzo dumna i uważam, że to był dobry krok w mojej przygodzie z piłką ręczną – stwierdza Dominika Więckowska.
Co najbardziej zapamięta pani z lat spędzonych w lubelskim klubie?
– Na pewno wspaniałą atmosferę, jeśli chodzi o pracę z całym klubem, z zawodniczkami i ze sztabem. Współpraca układała się super. Zawsze powtarzam, że czuję się tu jak w domu, więc ciężko opuszczać i klub, i miasto. Jeśli chodzi o spełnienie sportowe, to mam tylko jedno mistrzostwo Polski. Tego mogło być więcej, ale myślę, że z każdego sezonu wyciągałam jakieś wnioski i starałam się, żeby moje występy były coraz lepsze – mówi Dominika Więckowska.
Dominika Więckowska zaczynała grę w MKS-ie jako zawodniczka wypożyczona, a kończyła jako kapitan drużyny w ostatnim sezonie. Jakie są doświadczenia z tego kapitanowania?
– To była bardzo łatwa i przyjemna sprawa. To, że dziewczyny obdarzyły mnie takim zaufaniem, naprawdę napawa mnie dumą, bo w takim klubie być kapitanem to na pewno powód do dumy i cieszę się, że mogłam dowodzić tym zespołem. Aczkolwiek było to bardzo przyjemne, bo każda z nas wiedziała, po co jest w klubie, jaki mamy cel i ciągła praca, żeby robić powolutku kroczek za kroczkiem do tego upragnionego mistrzostwa, była przyjemna w tej atmosferze. Fakt faktem nie udało się tego osiągnąć, ale myślę że pokazałyśmy charakter i z zespołu jestem dumna – zauważa Dominika Więckowska.
Teraz Dominika Więckowska zaczyna nowy etap kariery. Dlaczego wybór Rumunii, bo to jest popularny kierunek w ostatnich latach wśród polskich szczypiornistek?
– W momencie kiedy wizja moja i klubu nie do końca się pokrywały, zdecydowałam się, że chciałabym wyjechać i spróbować czegoś nowego, wyjść ze swojej strefy komfortu i spróbować wskoczyć na wyższy level. Uważam, że w Lublinie w ostatnim roku rozwinęłam się jako zawodniczka. Stąd wybór Rumunii, bo jest to na pewno jedna z najmocniejszych lig w Europie – dodaje Dominika Więckowska.
Inną zawodniczką, której nie zobaczymy już w barwach MKS-u jest Aleksandra Tomczyk. Urodzona w Lublinie. Jeszcze grając w zespole Sprintera – marzyła, aby właśnie trafić do ekipy wielokrotnych mistrzyń i medalistek mistrzostw Polski:
– Cieszę się że wróciłam do domu, do rodzinnej hali, gdzie zaczynałam stawiać swoje pierwsze kroki w piłce ręcznej. Było to dla mnie spełnienie marzeń – stwierdza Aleksandra Tomczyk.
Aleksandra Tomczyk spędziła w MKS-ie trzy sezony. Nie dało się zostać dłużej?
– To nie do mnie pytanie. Miałam kontuzję i w tym momencie jestem na innym etapie życia. Nie przeszłam okresu przygotowawczego, potem nie dostawałam za dużo minut. Ciężko jest zawodnikowi wejść w rytm meczowy i osiągnąć wysoką formę bez możliwości pomocy, więc wyglądało to jak wyglądało. Na pewno nie chciałam w taki sposób zakończyć kariery i w taki sposób odejść z Lublina, Teraz zawieszam swoją karierę, więc już nie pojawię się na parkiecie. Dwa lata grałam także dla reprezentacji, byłam na mistrzostwach świata, mistrzostwach Europy, ale po prostu już czuję, że to już jest ten czas – mówi Aleksandra Tomczyk.
A jakie wspomnienia zostaną po tym trzyletnim pobycie i grze w MKS-ie?
– Było dużo fajnych, ale też bardzo dużo ciężkich chwil, więc wspomnienia będą różne. Na pewno będę wspominała super zawodniczki i to że zawsze była pełna hala kibiców, którzy dawali nam super atmosferę na meczach – dopowiada Aleksandra Tomczyk.
AR
Fot. Wojciech Szubartowski / archiwum RL
