W sieci kwitnie nielegalny handel drobiem. Służby weterynaryjne zapowiadają kontrole i biją na alarm – to ogromne zagrożenie epidemiologiczne.
CZYTAJ: Ornitolog o martwych kosach w oczku wodnym: Zatrucie nie musi być przyczyną ich śmierci
Służby zwracają uwagę na to, że rolnicy coraz częściej sprzedają w sieci drób bez jakichkolwiek certyfikatów czy zaświadczeń bezpieczeństwa. To ogromne zagrożenie. Tym bardziej, że w naszym regionie do tej pory wykryto już 12 ognisk ptasiej grypy. Ponadto nielegalny handel drobiem w sieci sprawia, że ryzyko rozprzestrzeniania się choroby rośnie. – Sprzedaż drobiu przez Internet, w jakichś przypadkowych miejscach, na stacjach paliw, na parkingach, na platformach internetowych typu Facebook czy OLX jest to działalność nielegalna i ona stanowi duże zagrożenie epidemiologiczne – mówi w rozmowie z Radiem Lublin wojewódzki lekarz weterynarii Monika Michałowska. – Taki drób zazwyczaj nie ma odpowiedniej, dodatkowej dokumentacji weterynaryjnej i stanowi bardzo duże oraz faktycznie realne ryzyko wprowadzenia choroby do swojego gospodarstwa – dodaje.
To z kolei może grozić utylizacją nawet wszystkich ptaków w gospodarstwie, gdzie wykryta zostanie ptasia grypa. – Sytuacja rzeczywiście jest niepokojąca – przyznaje wicewojewoda lubelski Andrzej Maj. – Będziemy działać bardzo mocno w tym temacie. Dlatego, że jest to choroba, która jest bardzo kosztochłonna dla budżetu państwa. Dlatego, że za wszystkie wybite ptaki trzeba wypłacać odszkodowania. Jest to też bardzo trudna sytuacja dla producentów – dodaje.
Wicewojewoda zapowiada regularne kontrole oraz monitoring sieci. Wszystko po to, aby ograniczyć rozprzestrzenianie się wirusa w naszym regionie. Rolnicy zwracają jednak uwagę na jeszcze jeden aspekt. – Nielegalny handel drobiem to efekt m.in. skomplikowanych regulacji prawnych – mówi prezes Lubelskiej Izby Rolniczej, Gustaw Jędrejek. – Wojewoda wydał rozporządzenie na podstawie informacji od lekarza wojewódzkiego, że najlepszym rozwiązaniem będzie, że pisklęta trafią bezpośrednio do hodowcy, ale wiezione tylko pojedynczo od wylęgarni do konkretnego rolnika. Ja od razu mówiłem. Jak to będzie, jeżeli w jakiejś wylęgarni oddalona wioska o 30 kilometrów zamówi 5 pudełek piskląt po 100 do 5 rolników? Czy wyobrażacie sobie, że będzie jechał ten samochód z wylęgarni 5 razy do tej wioski? Po co wymyślać przepisy, które ludzie zaraz złamią? Jest powód później karania mandatami, ścigania tych ludzi. Doprowadzało to do patologii, do rozprowadzania piskląt nielegalnie – dodaje.
Co na to wicewojewoda Maj? – Znamy te problemy, bo ci, którzy produkują ten materiał, czyli kurczaki do odchowu, nam o tym sygnalizują. Niestety na dzisiaj takie przepisy obowiązują i należy ich bezwzględnie przestrzegać. Tym bardziej w takiej sytuacji, kiedy mamy tak dużo ognisk zjadliwej ptasiej grypy – tłumaczy Maj.
Złagodzenia obostrzeń nie należy się więc raczej spodziewać w najbliższym czasie. – Tutaj grożą wysokie kary administracyjne. Dodatkowo należy pamiętać o aspekcie dobrostanu, który zazwyczaj również nie jest zachowany przy tego typu sprzedaży. Jest tutaj kwestia odszkodowania, ponieważ jeżeli w trakcie dochodzenia epidemiologicznego w przypadku wybuchu ogniska choroby zakaźnej stwierdzimy, że doszło do zaburzenia, do trzymania zasad bioasekuracji, wówczas to ma wpływ na wysokość odszkodowania i odszkodowanie może nie zostać przyznane w takich wypadkach – podkreśla Michałowska.
Do tej pory na Lubelszczyźnie z powodu ptasiej grypy trzeba było uśmiercić 375 tysięcy sztuk drobiu.
MaTo / opr. PaW
Fot. pixabay.com
